iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Sweet dreams...

 

 
Wiosna idzie!
Słońce, wiatr we włosach, trele ptaków, żonkile...
 
A po chodnikach slalomem, zakupczone okropnie. Właściciele i miłośnicy piesków kochają swoje pupile ale nie kochają po nich sprzątać.
Chodniki należą do wszystkich czyli są niczyje czyli można na nich zostawiać, co się chce. Nieśmiała uwaga, że może jednak by tak ewentualnie po piesku zabrać jego „własność” wywołuje reakcję jak u pana prezydenta, cytuję: „Spieprzaj ... !(w miejsce kropek wstawić proszę zasłyszane słowo).
 
Podzielę się historyjką autentyczną, jaką opowiedziała mi znajoma:
rzecz dzieje się w sklepie mięsnym, elegancka pani stoi w kolejce a pieska zostawiła na zewnątrz. Jedna pań z ekspedientek wyszła na chwilę ze sklepu a wracając zwraca się do klientów stojących w kolejce: „Czyj to piesek?” Na to elegancka pani odpowiada: „To mój Fafik”. Wobec tego pani ekspedientka prosi aby właścicielka pieska sprzątnęła spod drzwi sklepu to, co Fafik zrobił. A elegancka pani otwiera szeroko oczy oraz usta i z wielkim zdziwieniem odpowiada: „Mój? Fafik? To niemożliwe”. Ekspedientka jakby nigdy nic powtarza, żeby pani sprzątnęła przedmiot sporu, gdyż żadnego innego pieska tam nie ma i już. Na to elegancka pani mówi: „Ale jak mam to zrobić? Tak rękami?” i nie zastanawiając się długo zwraca się do pierwszego mężczyzny stojącego w kolejce: „Może pan to zrobi? Ja zapłacę”.
Pan był oburzony propozycją damy a reszta ludzi w kolejce pokładała się ze śmiechu. Ech, życie!
 
A po ulicach też slalomem i to gigant. Ustępująca nam, nareszcie zima, obnaża ogrom dziur i pęknięć. Na euro 2012 jeszcze nie zbudowano dróg, autostrad a tu te co są, wymagają gruntownego remontu. Chociaż łatanie dziur podczas mrozów to też polska specjalność. A teraz topniejący śnieg wypłukał to (i więcej), co załatali miesiąc temu.
 
Co tam kupki – deszcz zmyje.
Dziury też kiedyś załatają.
 
Parytet to jest problem i temat dla wszelkiej maści dziennikarzy, nie wspomnę o politykach. W dzisiejszej „Rzeczypospolitej” jest opinia pana Ziemkiewicza, który pisze: „Kobiety nie poprawiają polityki. Podobnie, jak w biznesie, kobiety wchodzące w to środowisko często starają się być bardziej męskie od mężczyzn, bardziej od nich brutalne, perfidne i fałszywe”.
 
Jakkolwiek założenia parytetu nie są do końca sprawiedliwe i słuszne i budzą w mężczyznach i wielu kobietach sprzeczne odczucia, to określanie kobiet polityków jako hybrydy jakieś, potwory, piranie, monstra, bestie, harpie, wampiry, które są bezlitosne, bez uczuć, bestialskie, zwyrodniałe, krwiożercze (słownik synonimów miał zastosowanie), jest seksistowskie, samcze i niehumanitarne. Pan Ziemkiewicz martwi się o kobiety, i słusznie, że nie chciałby aby „przeciętna polska pani zaczęła przypominać posłankę Senyszyn czy Sobecką” i że „większość [kobiet] partyjną polityką się nie interesuje, bo jest to coś na kształt mafii”.
 
Oj, ja mała, głupia niewiasta, po co mi polityka jak mam becikowe, gdy zdążę u lekarza zarejestrować się w porę, gdy mi żłobek i przedszkole za 10 lat wybudują, pracę o 30 procent mniej płatną zafundują, na starość mniej zapłacą, bo siedziałam w domu wykonując robotę niepotrzebną nikomu, zadba o to rząd i jemu podobni, co do wizji życia kobiet są zgodni.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Komentarze (1)
Alicja w krainie czarów...

Wspomnę o Alicji T., którą jeden z posłów nazwał Alicją 130 tysięcy, gdyż tyle zostało jej zasądzone w sądzie za straty moralne. Zazdrość? Zawiść? Niedowierzanie? Dziwię się temu komentarzowi, gdyż pan poseł sam tyle rocznie zarabia, niewiele wnosząc do jakości polityki w naszym kraju. Alicja T. otrzymuje jednorazowe odszkodowanie minus podatek a pan poseł to przez cztery lata pensyjkę pobiera i nie ma z tym problemów.

 
Alicja T. wytoczyła kolejny proces redaktorowi naczelnemu „Gościa Niedzielnego” za naruszenie dóbr osobistych i teraz czeka na wyrok, gdyż sąd apelacyjny odroczył ogłoszenie wyroku do 5 marca. Przypomnę, że w jednym z artykułów ksiądz G. porównał Alicję T. i sędziów do esesmanów z Auschwitz, mordujących ludzi za płotem obozu. Tygodnik katolicki uznał te słowa jako „jedynie komentarz” i „sprawę o wolność słowa”.
 
Gdyby, hipotetycznie zakładając, ukazał się artykuł o ukrywaniu zjawisk pedofilii i homoseksualizmu w kościele katolickim, a następnie w dalszej części tekstu pojawiło się nazwisko księdza G. czy jakiegokolwiek innego, to mam prawo twierdzić, że strona kościelna, nie wniosłaby przeciwko temu autorowi ani gazecie, gdzie artykuł się pojawił, żadnego procesu, gdyż wszak chodzi o wolność słowa a wstęp o pedofilii i homoseksualiźmie to tylko komentarz i nie narusza żadnych dóbr osobistych.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Komentarze (0)
Puszka Pandory

 

 
Nagłówki wiadomości z internetu i prasy:
 
"Koniec grypowej psychozy...
 
Diecezja (...) zapłaci razem 12 milionów dolarów za przypadki molestowania seksualnego...
 
Dramatyczny list Olewnika do premiera...
 
Polacy coraz bardziej krytyczni wobec księży...
 
Wszyscy ludzie mafii...
 
Ogromny skandal: molestowano 115 uczniów...
 
Stop przemocy wobec kobiet...
 
Zasztyletował 15-latkę, przyznał się do winy...
 
Hierarchowie irlandzkiego Kościoła tuszowali przypadki seksualnego wykorzystywania małoletnich...
 
Na Lubelszczyźnie drastycznie wzrosła liczba gwałtów..."
 
Nie jest  zaskakującym fakt, że wśród ofiar najwięcej jest dzieci i kobiet.
 
Pewnego dnia zaczepiła mnie na klatce schodowej pani, w wieku 60+, jak się okazało świadek jehowy (pisownia z małej litery jak najbardziej świadoma) pytając:
-         Czy wierzy pani w boga? I nie czekając na odpowiedź, zapytuje ponownie:
-         Czy istnieje piekło?
 
A ja szybciutko odpowiedziałam:
-         Nie mam pojęcia, nigdy tam nie byłam.
 
Nie jestem pewna, czy dobrze odpowiedziałam...
Wciąż mam wątpliwości...
 
Komentarze (3)
Rutyna

Byłam u wróżki.

No cóż, zdarza się.

Potrzebowałam metafizyki, czasami wszystko gromadzi się w środku i nie chce pęknąć. To niech chociaż obca kobieta powie, co myśli na mój temat.

Zapamiętałam tylko, że jestem od niego na wyższym poziomie świadomości a to rodzi konflikty i nieporozumienia. Tu nie chodzi o kompromisy. To inne wymiary postrzegania świata. Zamiast rozmawiać (kolejny raz) napisałam do niego... Może zrozumie...

rutyna

 
zapomniał teczki
wraca
tupot butów na schodach
trzask drzwi
odmierzam godziny
kot ociera się o nogę
leniwie
mam swoje obowiązki
to ty
osiem godzin przerwy
a potem
jestem już
policzek ledwie muśnięty
zapach zupy
grymas na twarzy
znów to samo
 
o miłości
ani słowa
czas ją starł
wyblakła
 
a może
może
nie było jej
wcale
 
Komentarze (1)
Profilaktyka po polsku...

O lekarzach i służbie zdrowia księgi napiszą, temat to niewyczerpany, bo każdy z nas doświadczył lub doświadczy spotkania z "obsługą" tej instytucji. Magdalena Środa w jednym ze swoich felietonów poruszyła ten temat i nie o sprawy merytoryczne chodzi a o podejście do pacjenta. Cytuję:

"Pacjent nie jest przedmiotem, a pełnienie funkcji lekarza czy pielęgniarki nie uzasadnia moralnej indyferencji albo bezduszności, której nader często jesteśmy świadkami.

Empatia powinna być przedmiotem edukacji na studiach medycznych równie obligatoryjnym jak anatomia. Bo czasem bywa bardziej ozdrowieńcza niż informacja, a zwłaszcza jej brak. I nie trzeba żadnych nakładów finansowych, co najwyżej - duchowe". 

Ja nie chcę wiele od służby zdrowia, póki zdrowie w porządku, rzadko bywam ich klientem, ale czasami warto iść do lekarza, zrobić przegląd techniczny, tak dla siebie. W ramach profilaktyki.

Dlatego też udałam się pewnego razu do ginekologa aby profilaktycznie, raz w roku, zrobić tzw. cytologię. I się zaczęło...

Zapisano mnie na wizytę na za dwa tygodnie (korzystam z państwowej poradni) do ginekologa - kobiety.  W gabinecie wyjawiłam cel swej wizyty i sądziłam, że moja prośba jest jak najbardziej uzasadniona i nie powinna stanowić problemu. Pani ginekolog najpierw zapytała, czy mam jakieś dolegliwości, które wskazywałyby na zrobienie takiego badania. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że nie ale profilaktycznie chciałabym się przebadać. Następnie zapytała, kiedy ostatnio robiłam badanie a ja odpowiedziałam, że rok wcześniej i że wszystko było w porządku. Na to ona, że skoro nic mi nie dolega, i że badanie odbyło się rok wcześniej, to nie ma takiej potrzeby aby je robić teraz. Na to ja, że tyle się mówi i pisze o profilaktyce a ja skończyłam już 35 lat więc może warto powtórzyć takie badanie na co pani ginekolog stanowczo powiedziała, że badanie jest ważne 3 lata.

Bez komentarza.

 

 

Komentarze (2)
lirycznie...

jak normalna kobieta

codziennie przeglądam się w lustrze,

krem przeciw zmarszczkom jakoś się nie sprawdza

choć producent zapewnia o jego skuteczności

a gdy słyszę kolejny raz -

pani jest jeszcze młoda,

to "jeszcze" brzmi jak zaraz, może jutro

i młodość przeminęła niewiadomo gdzie,

niewiadomo kiedy...

chwile przechodzą w godziny,

godziny w dni a dni w lata

córka dorasta, i myślę -

to już?

a wydawało się, że to przed chwilą

byłam jak ona...

 

Komentarze (0)
zaczynam...

 

nie o urodę idzie lecz o płeć...
Tytuł zaczerpnięty  z filmu Vadima nie odnosi się do urody kobiecej, chodzi bardziej o spojrzenie na świat wszelaki od strony płci;
jestem kobietą i widzę ten świat ze swojego punktu widzenia, chcę pisać o tym co mnie spotyka w życiu, jak widzę relacje damsko-męskie, co podziwiam a czego nie lubię, nie rozumiem; obserwuję ludzi, słucham i słyszę co mówią, nie zawsze jest to obraz sielankowy, choć marzy się prawie idealny;
Jeszcze o słownictwie – unikam wulgaryzmów, wręcz ich nie znoszę ale jak każdy z nas byłam świadkiem rozmów czy kłótni, w których miały one zastosowanie i jeśli zdarzy mi się cytować pewne dialogi, proszę o wyrozumiałość, nie ja ich używam tylko moi bohaterowie.
 
Zasłyszane na ulicy:
 
 młoda kobieta na ulicy odzywa się do drepczącego powoli dziecka, może 1,5 - rocznego:
-         Patrz, k...., jak idziesz! Po chwili maluch upuszcza zabawkę, która dzierżył w dłoni a ona krzyczy do/ na niego: - Weź tę pier.....ą łopatkę!
Ponieważ jest zima, mroźno, a lód spowił chodniki, maluch co chwila się potyka, przewraca a przede wszystkim domaga się wzięcia na ręce. Nie spodobało się najwidoczniej młodej mamie, bo w kierunku malucha posypał się słowotok:
-         Co ty sobie myślisz! Nie mam k.... już siły cię nosić! Zobaczysz, jutro nie wyjdziesz na dwór! Itd. itd.
Zasób słów mamy oraz ewidentny brak zrozumienia ze strony bobasa przyjęłam jako wyrzucenie swojej frustracji z powodu:
a)      posiadania dziecka
b)      młodego wieku obciążonego macierzyństwem
c)      złych warunków pogodowych
d)      wszystkiego naraz.
 
Komentarze (0)
Najnowsze wpisy
2013-12-09 10:35 Polska Razem jest najważniejsza
2013-09-23 12:40 Jeśli nie chcesz mojej zguby
2013-09-05 17:37 Mówią, jak jest
2013-09-02 19:49 Bóg na wyłączność
2013-08-29 12:35 Hava nagila!