iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Bo wszystkie dzieci nasze są...

 

 
 
 
Moja koleżanka urodziła bliźnięta, wcześniaki i tak się złożyło, że jedno dziecko rozwija się prawidłowo a drugie nie. Rozwój psychiczny przebiega u obojga dzieci w miarę równo, natomiast jeden z bliźniaków, ten młodszy ma problemy z chodzeniem. Stara się bardzo, lekarze i tak są zaskoczeni ogromnym postępem, gdyż rokowania nie były najlepsze, ale wada ruchowa jest widoczna. Mama i jej dzieci są pod dobrą opieką zarówno neurologiczną jak i fizjoterapeutyczną i choć dzieciaczki są w wieku, w którym mogłyby pójść do przedszkola, ze względu na wadę jednego, pójście do przedszkola zostało odroczone.
I cieszy się, że już wiosna nadeszła, że będzie mogła z nimi wyjść na podwórko tylko te spojrzenia ludzi. Wyczułam w jej głosie jakiś żal ale i smutek, bo w końcu nikogo to wina, że dziecko urodziło się z wadą. Ale ludzie, jak ona to określiła, „gapią się” a ją to denerwuje, bo wie ile pracy ją kosztuje codzienne zmaganie się z podwójną dawką energii rosnących maluchów, rehabilitacja jednego i w zasadzie bycie samą na co dzień z nimi. Nie cierpi tych spojrzeń ludzkich, za którymi nie wiadomo co się kryje – litość czy współczucie.
 
U nas w kraju dzieci objęte są szczególną troską i ochroną. Już państwo o to zadba a szczególnie projekt nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie. Urzędnik państwowy w postaci pracownika socjalnego, gdy otrzyma donos będzie mógł zabrać dziecko/ dzieci rodzicom. Pytanie tylko: co potem? Co z tymi dziećmi się stanie? Dom dziecka, pogotowie opiekuńcze, ośrodek wychowawczy? Zamiast pomagać próbuje się wprowadzać drastyczne metody, zamiast profilaktyki – prewencja.
 
O dzieci poczęte z in vitro też rząd będzie dbał. Na razie zastanawiają się politycy, czy pomóc małżeństwom czy nie w dofinansowaniu tej drogiej metody. Jeden z nich, być może nasz przyszły prezydent, wykazał się wprost poprawnością polityczną i elokwencją i stwierdził, iż
„refundacja in vitro powinna być, gdy jest szansa, że się urodzą dzieci zdrowe i będą dobrze wychowane, na dobrych obywateli." Zatem wszystkie pary pod lupę, niech wypełniają testy a szacowne grono ekspertów na czele z prezydentem zdecyduje, komu zrefundować a komu nie. W końcu to droga inwestycja i musi się zwrócić z nawiązką.
 
Jarosław Gowin w jednym z wywiadów powiedział, że "polityk bardziej niż ktokolwiek inny musi być człowiekiem sumienia". Bez komentarza.           
Komentarze (0)
Wiosenne rytmy...

 

 
 
          Zawsze byłam ciekawa, na czym polega męska przyjaźń, co kryje się za rozmowami o motoryzacji, wymianie silnika i pojemności samochodu. Jak rozstrzygają spory i czy sobie wybaczają potknięcia? Czy rozmawiają o intymnych sprawach, swoich dziewczynach, żonach i kochankach?
         Z okna widzę taki oto obrazek: na parkingu zacumowany samochód marki prawdopodobnie golf lub coś golfopodobne. Otwarte szeroko okna a z wnętrza wydobywa się... rytm, bo hip hop lub rap muzyką nie jest a jedynie tworem okołomuzycznym. Na zewnątrz dwóch młodych mężczyzn urządza taniec iście godowy, choć kobiet tam nie ma. Jeden z nich w czapeczce z daszkiem, z bujną czupryną czarnych loków, drugi zaś łysy i nieopierzony jak pisanka przed malowaniem. Chodzą w kółko obok samochodu, coś tam do siebie mówią a może powtarzają słowa, za przeproszeniem piosenki, gdyż widzę jedynie poruszające się usta. Od czasu do czasu uginają lekko tułów bądź wymachują kończynami górnymi. I tak sobie hasają beztrosko około pięciu minut, po czym wsiadają do auta i tyle ich widzieli. A ja dalej stoję w oknie i wpatruję się w obłok spalin, który za nimi pozostał. Spontaniczność z jaką wykonywali taniec ci młodzi mężczyźni nasuwa mi myśl, że może i ja z  którąś z koleżanek pewnego pięknego słonecznego dnia na przykład, po zrobionych  zakupach w markecie, mogłabym przystanąć na chwilę na tym ogromnym parkingu i pokiwać się w rytm piosenek mojej ukochanej Basi Trzetrzelewskiej albo arii wyśpiewywanych przez Opera Babes.
To świetny pomysł.
Tylko co z rytmem?
Komentarze (0)
Szmal określa byt...

 

Stajemy się w bardzo szybkim tempie społeczeństwem, dla którego wartość materialna ma najwyższe znaczenie. To jest zjawisko narastające i nie jest już marginalnym stwierdzenie, że "mam więc jestem" albo że "szata zdobi człowieka". Czasami nawet dla bardzo sprawdzonych, wydawało się, przyjaciół, stajemy się z dnia na dzień ludźmi kłopotliwymi towarzysko, gdyż nasz status materialny daleko odbiega od ich osiągnięć i powoli wykluczają nas ze swojego grona. Nie powinno tak być a mimo to z własnych obserwacji widzę, że tak się dzieje. Niektórzy z nich dusze zaprzedają, biorą kredyty aby tylko utrzymać się w gronie "zwycięzców", którzy po transformacji ustrojowej znaleźli się w odpowiednim czasie i miejscu i wzięli los w swoje ręce. Bogactwo to nic złego i owszem, ale gdy przyjaźń jest jego ofiarą, to cóż mam myśleć o ludziach, którzy zachłysnęli się pieniędzmi a odrzucili człowieka. Mam wrażenie, że coraz mniej ludzi wokół mnie, dla których pieniądz nie jest celem lecz jedynie środkiem.
    Poza tym, nie lubię jałowych rozmów o nowym telewizorze czy kolorze auta, gdy mnie to zupełnie nie interesuje, bo telewizji nie oglądam a samochód traktuję jako zwyczajny środek lokomocji i nie zachwycam się lakierem połyskującym jak tęcza w maju. Mogę rozmawiać o wszystkim i do większości sytuacji się przystosować, ale jeśli ktoś patrzy na mnie poprzez pryzmat tysięcy złotych wydanych na gadżet bądź ciuch to wiem, że szanse na przyjaźń maleją z każdym wypowiedzianym słowem.
 
Komentarze (0)
Ile pani ma lat?...

 

Znalazłam  ogłoszenie o pracę, całkiem blisko mojego miejsca zamieszkania. Dzwonię, odbiera pani więc się przedstawiam, mówię, że ja w sprawie pracy i od razu słyszę: a ile pani ma lat? Przyznaję, nie spodziewałam się takiego pytania, tzn. nie jako pierwszego. Dzwoniłam do biura i nie była to oferta dla sekretarki.  Powiedziałam, że jestem w wieku balzakowskim i czy to jej odpowiada. A tak naprawdę to jakie znaczenie ma mój wiek. Pani w słuchawce odpowiedziała, że nie o to chodzi, tylko ona nie chciałaby aby to była pani około pięćdziesiątki, bo taka nie dałaby sobie w tej pracy rady. Toteż, gdy już mój wiek okazał się dla tej pani odpowiedni, umówiłam się z nią na rozmowę w cztery oczy.
Wchodzę do biura, jakaś firma transportowa, za biurkiem siedzi kobieta...około  pięćdziesiątki.  Przedstawiam się a ona: ach, to pani, proszę mi wybaczyć, że spytałam ile pani ma lat, ale tutaj jest tyle pracy, że potrzebna mi jest młoda osoba. Po czym odbiera telefon, za chwilę gdzieś dzwoni, a ja stoję i czekam. Zrozumiałam, że jest właścicielką więc czekam aż zacznie ze mną rozmowę. I tak pomiędzy jednym telefonem a drugim, dowiaduję się, że pracy tu jest mnóstwo, bo tiry, bo kierowcy, faktury, totalny galimatias, a na koniec wchodzi jej mąż i mówi po prostu: wie pani, czasami to mamy dość tej firmy, więcej problemów niż pieniędzy. Kiwam ze zrozumieniem głową.
W końcu właścicielka firmy oznajmia, że jeśli mi taka praca odpowiada, to mogę zacząć choćby jutro. Pytam o zarobki a ona na to, że płaci tysiąc złotych netto ale  szybko zaczęła się tłumaczyć, że ona to i by trzy tysiące dała, gdyby ktoś jej ogarnął ten cały bałagan. Póki co, daje tysiąc.
 
Ile pani ma lat? Pytanie o wiek to zasadniczy punkt rozmowy tzw. kwalifikacyjnej. A może się mylę? W końcu najważniejsze są kwalifikacje i doświadczenie a mamy tyle lat na ile się czujemy.
 
Komentarze (0)
Naruszenie dóbr...

Co to są dobra osobiste?

Według wikipedii są to "chronione prawem dobra o charakterze niemajątkowym przysługujące każdemu człowiekowi".

"Kodeks cywilny wymienia wśród dóbr osobistych następujące wartości: zdrowie, wolność, cześć, swobodę sumienia, wizerunek, tajemnicę korespondencji, nietykalność mieszkania, twórczość naukową. Konstytucja RP dodaje jeszcze godność."

Pani Alicja Tysiąc wygrała dziś przed sądem apelacyjnym sprawę właśnie o naruszenie dóbr osobistych.

Państwo Lis też wygrali sprawę w tej samej materii.

Pani Tysiąc ma otrzymać 30 tysięcy złotych (nie wiem ile zażądała pierwotnie) zadośćuczynienia, a państwo Lis 250 tysięcy złotych (żądali 400 tysięcy złotych).

Pani Alicja została porównana do zbrodniarzy hitlerowskich przez gazetę katolicką a pan Lis i jego żona byli nękani słownie i fotograficznie przez tabloid. Rozumiem, że  zasięg sprzedaży  tabloidu jest o wiele większy niż gazety katolickiej stąd znaczna różnica w odszkodowaniu.

Czy Hitler  na jednym billboradzie ze słowem "Polki" jest naruszeniem dóbr osobistych? W tym wypadku oskarżyciel winien być zbiorowy jak mniemam, bo skierowany jest przeciwko polskim kobietom. Czy Polki będą skarżyć fundację PRO o naruszenie dobra jakim jest godność?

Czy złe zapisy w ustawie o "becikowym" są naruszeniem dóbr osobistych Polek? W myśl polityki prorodzinnej żadna z matek nie powinna być pomijana przy świadczeniach, niezależnie od tego czy była u lekarza lub nie. Ktoś rozsądny dojrzał lapsus i już mamy sprostowanie  z korzyścią dla wszystkich ciężarnych.

Czy nazywanie feministek przez pana Korwin - Mikke "byłymi kobietami" jest naruszeniem dóbr osobistych?

Naruszenie dóbr osobistych to łamanie prawa.

Łamanie prawa jest karalne.

Sądy wydają wyroki.

Lex malla, lex nulla

Komentarze (0)
Hitler, aborcja i Polki...

 

W Poznaniu wywieszono ogromny billboard z napisem: „ABORCJA dla Polek. Wprowadzona przez Hitlera 9 marca 1943 r." Na jego tle ogromna twarz wodza III Rzeszy i zdjęcia usuniętych płodów.
 
W gazecie wyborczej przeczytałam komentarz członka fundacji PRO: "W walce ze straszną rzeczą, a taką jest aborcja, słabe metody nie działają - tłumaczy jeden z organizatorów tej akcji. A jeśli komuś się własna twarz skojarzy z Hitlerem, to jego problem - dodaje."
 
Aborcja dla kobiety to dramat, nigdy nie chciałabym doznać tej traumy, nie musieć się decydować na ostateczność.
Znajoma usunęła ciążę, gdyż sądziła, że jest kochana przez mężczyznę a została pozbawiona bezpieczeństwa, pozostawiona sama sobie z "tym problemem". Wybrała aborcję, to był jej wybór, jej decyzja, najgorsza ze wszystkich jakie do tej pory podjęła w swoim życiu.
Moja mama. Czy miałabym jeszcze siostrę lub brata? Wiem, że była ciąża, nie wiem w jaki sposób nastąpiło poczęcie. Czy ojciec ją zgwałcił? Nadużywał przemocy wszelakiej, więc mogło i do tego dojść.
A ja? Czy jestem dzieckiem poczętym w i z miłości? Wątpię, ojciec wyrzucił mnie ze swego życia  i ze swej pamięci dawno temu. Żyję w połowie z syndromem "niechcianego dziecka".
 
Aborcja to nie jest tylko sprawa kobiety, jej kłopot i jej decyzja. Odpowiedzialność spoczywa  także na mężczyznach, choć o nich niewiele się pisze, mówi i wskazuje na plakatach jako sprawców ciąż.
Według obrońców wszelakich życia poczętego ta "straszna rzecz" dotyczy "jej", nie "jego i jej".
 
Komentarze (3)
Tacierzyństwo...

Takie zjawisko istnieje w Polsce, choć wciąż jest mało popularne. Rząd polski stanął na wysokości równouprawnienia i przyznał pracującym ojcom tygodniowy urlop z tytułu opieki nad potomkiem. Do ukończenia przez dziecko 12 miesięca życia tato ma prawo do skorzystania z takiego urlopu, nawet jeśli mama ma taki urlop przyznany.

Ustawa ta jak zwykle ma swoje błędy, bo nie ma problemu z ojcami biologicznymi. Problem następuje, gdy ojciec adoptuje dziecko. W naszym kraju rodzice przysposabiają dzieci i rząd o tym wie a przynajmniej minister pracy i polityki socjalnej powinien być na bieżąco w tym temacie. Widać zabrakło jakiegoś doradcy, gdyż ojcowie adopcyjni są pozbawieni możliwości skorzystania z urlopu tacierzyńskiego ze względu na długo trwający proces adopcyjny. Większość dzieci w Polsce jest adoptowana po ukończeniu 12 miesiąca życia i tato, mimo iż chciałby pobyć w domu z maluchem, nie ma takiej szansy. I znowu luka, błąd, niedopatrzenie.

Podobno pierwsze trzy lata życia są najważniejsze w rozwoju człowieka. Granica czasowa powoduje, że jednym ojcom daje się możliwości a innym nie daje się nawet szansy.

Samotne tacierzyństwo istnieje w Polsce, choć jest mało popularne. Znam tatę samotnie wychowującego córkę, który nie może wyegzekwować alimentów od matki dziecka. Fundusz alimentacyjny miał w tym pomóc ale jest jedno „ale” – dochody. Jeśli starający się o alimenty tato bądź mama przekroczą kwotę dochodu, która jest zatwierdzona przez rząd, wówczas nie ma szans na jakiekolwiek wsparcie finansowe ze strony państwa. Nie piszę tu o kimś, kto ma pensję prawnika, lekarza czy menadżera niższego szczebla. Piszę o ojcu, który pracuje jako kierowca i bierze cały czas nadgodziny aby utrzymać siebie i dziecko i to jest jego błąd. Podczas jego nieobecności ktoś musi opiekować się córką a to kosztuje lecz niestety koszt ten nie jest odliczany od dochodu jak również opłaty za mieszkanie, prąd itd. Gdy pani urzędniczka w ośrodku pomocy społecznej widzi jego dochód, mówi mu, że nie powinien pracować nadliczbowo, bo to go dyskwalifikuje do otrzymania alimentów. On nie ma wyjścia, te pieniądze są mu potrzebne i kółko się zamyka. Urzędniczka ma wytyczne, których się trzyma a oddając mu papiery, mówi: „Przecież pan sobie radzi”.

Komentarze (0)
Najnowsze wpisy
2013-12-09 10:35 Polska Razem jest najważniejsza
2013-09-23 12:40 Jeśli nie chcesz mojej zguby
2013-09-05 17:37 Mówią, jak jest
2013-09-02 19:49 Bóg na wyłączność
2013-08-29 12:35 Hava nagila!