iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Panienka bez okienka...

Puk, puk?
To ja, nie płacę abonamentu.
Zrezygnowałam z telewizji na rzecz czytania książek, internetu, telefonu, filmów oglądanych na dividi, ale tu się płaci podatek.
A dlaczego?
Pamiętam te spoty/ reklamę/ pospolite ruszenie/ cokolwiek to było jak m.in. ceniona przeze  mnie reżyserka pani  Agnieszka Holland oraz mniej ceniony aktor pan Krzysztof Kolberger wypowiadali się na temat płacenia tego haraczu na rzecz telewizji, którzy jednym głosem mówili, że jak nie będzie kasy to telewizja publiczna vel z misją nie będzie w stanie wyprodukować ambitnych, wielkich przedsięwzięć, no i mamy: Misję specjalną, gdzie Bob Budowniczy spogląda Z refleksem na Modę na sukces, Halo tu Hania! - woła ojciec Mateusz a na Plebanii - Warto rozmawiać ale ostrożnie, bo Komisarz Rex ma was na Celowniku. Za to dziennikarz roku zarabia więcej od prezydenta RP, bo słupki oglądalności są podobno wysokie i w związku z tym oprócz kasy zwiększyło się także wysokie mniemanie pana prowadzącego. Jako żywo rzekł: "Jestem liderem pasma" choć "Na Woronicza spędzam mało  czasu. Nie nasiąkam tamtą atmosferą. Bywa nieznośna". Nieznośna lekkość bytu... staje się znośna, gdy sprawdza stan konta. I słupki oglądalności, oczywiście:)

Jak napisałam na początku, oglądanie telewizji zastąpiłam m.in. czytaniem książek. Wypożyczyłam właśnie powieść Doris Lessing: "Dobra terrorystka" i czytam pierwsze zdanie, dzięki któremu (m.in.) dostaje się Nobla: "Dom był oddalony od hałaśliwej głównej ulicy..."

Mój też jest, uruchamiam wyobraźnię...

 

 

 

Komentarze (0)
Ale o co chodzi?...

 

"Pytanie to, w tytule postawione tak śmiało, choćby z największym bólem..." i znowu polityka wdziera się w me wpisy ale jak tu nie pisać i nie poruszać tematu, gdy wokół niej pełno aż huczy. W wyborach na prezydenta (dla feministek: na prezydentkę) nie startuje żadna kobieta (ale to już wszyscy wiedzą) ale co niektórzy kandydaci ukłon w stromnę płci słabej, za to pięknej zrobili i na czele swych sztabów wyborczych postawili: KOBIETY.
I tak, pani Kidawa - Błońska wypowiada się w imieniu pana Komorowskiego, że kandydat parytetu nie popiera w takiej postaci, jaki ustanowił kongres kobiet a w jakiej ewentualnie, tego też jeszcze nie powiedziała. Musi się skonsultować z kandydatem oraz z jego żoną, aby mówili na spotkaniach jednym głosem.
Co innego w pisie.Pani Kluzik wypowiada się głosem pana Poncyljusza w imieniu kandydata Jarosława Kaczyńskiego, który jest persona non nova, sed nove - jak  zapewnia sztab słowami pana Poncyljusza, cytuję: "dzisiaj się tonuje (tzn. Jarosław Kaczyński), ale tonuje swój pogląd". I dodaje pan Poncyljusz (na pewno konsultuje wszystkie wypowiedzi z panią Kluzik), że kandydat pis nie będzie zajmował się problematyką kobiet w kampanii i cytuję za wyborczą gazetą: "To nie jest w tej chwili najważniejsza sprawa w Polsce, biorąc pod uwagę problem bezrobocia czy służby zdrowia". Koniec cytatu.
Biorąc pod uwagę, iż w służbie zdrowia pielęgniarkami są kobiety, wielokrotnie strajkujące pod sejmem, niezależnie kto był prezydentem i premierem, a wiele z nich jest także matkami, przyszłymi matkami i żonami a wśród bezrobotnych jest więcej kobiet niż mężczyzn, to ta problematyka jest: NIEWAŻNA. A co jest ważne dla pana Kaczyńskiego Jarosława? No co?
I znowu cytuję pana Poncyljusza (na pewno skonsultował swoją wypowiedź z szefową sztabu panią Kluzik):
- wartości oparte na Dekalogu,
- patriotyzm,
- historia,
- bycie liderem.
 I jeszcze Polska. Reszta jest milczeniem. Dosłownie.
 
Komentarze (0)
First lady...

 

 

Przy okazji każdych wyborów, w myśl demokracji, społeczeństwo chce poznać nie tylko kandydatów ale także ich żony, dzieci, wnuków, rodziny całe. Mój znajomy twierdzi, że wybory na prezydenta to konkurs piękności i ma w tym sporo racji, bo ludzie patrzą bardziej przychylnie na tych, co uśmiechają się do roześmianych twarzyczek swoich dzieci bądź wnuków, albo gdy spacerują razem z żonami przytulając je do siebie nieśmiało i dyskretnie, ale na tyle odkrycie, że wyborcy widzą tlące się jeszcze uczucie. W ogóle rodzina to skarb dla takiego kandydata, bo człowiek, który posiada szczęśliwą rodzinę z reguły nie jest zły i na pewno będzie dobrym politykiem, co to krzywdy nie da zrobić nikomu, a tym bardziej swoim bliskim.
Żony się uśmiechają, mają zrobione fryzury, dobrany kostium, a jeśli taka żona jeszcze nie potrafi dobrać stroju do okoliczności (do tej pory nie musiała), to poświęci się dla męża - kandydata. W końcu gra idzie o wysoką stawkę a długość spódnicy czy kolor torebki są istotne dla sprawy (niekoniecznie dla żony kandydata). I tak uzbrojeni, ruszają z kampanią a ludzie oceniają, oceniają i oceniają. Żona, która nie miała własnych poglądów, już ma, a ta samodzielna i przedsiębiorcza, będzie musiała zrezygnować z pracy, gdyż first lady nie wypada pracować. Odtąd liczy się pokazanie kolana albo nie, zakładanie fundacji, dobór fryzjera, wywiad autoryzowany w poczytnym czasopiśmie dla kobiet o życiu w pałacu i wymianie dywanu, ulubione przysmaki piesków bądź kotków, a przede wszystkim popieranie męża we wszystkim co robi i czyni, nawet jeśli nic nie robi tylko zdobi pałac jak ten kryształowy żyrandol.
Prasa coś tam wspomina, że żona ma wykształcenie, czasami lepsze od męża – ale to on jest najważniejszy, że przed wyborami zarabiała więcej od męża – ale to on teraz będzie więcej zarabiać, że ma niewyparzony język i śmiałe (własne) poglądy – ale musi się wstrzymać z komentarzami, bo jego poglądy są teraz jej poglądami.
Niełatwe jest życie first lady, dla prestiżu i przywilejów musi zrezygnować z własnej tożsamości i przybrać postać kogoś wymyślonego, aby przypodobać się większości. Choć, cokolwiek zrobi lub nie, prasa natychmiast o tym napisze.
Może warto jednak pozostać sobą?
Komentarze (1)
WŁADZA jest najważniejsza...

Czas na kampanię wyborczą za pieniądze podatników. Czy już ktoś wyczytał, ile kosztuje naród przyspieszona akcja wyborcza na pusty fotel prezydenta? Nie mogę się doszukać kwot a na oficjalnych stronach typu Onet lub wp jakieś takie ogólne informacje, kto, gdzie i jaka będzie kampania. Jedynie kilka dni temu doczytałam, iż pan Olechowski otrzyma 6 milionów, aby mógł się pozytywnie i w jak najlepszym świetle dać zlustrować, tzn. pokazać, choć chodzą słuchy, że nie do końca, gdyż nie chce powiedzieć, ile ma majątku. I tu zaczynają sie spekulacje dziennikarzy, ale nikt dokładnie nie wie  - ile? Kandydat na prezydenta nie powinien tak robić a w najgorszym wypadku coś zatajać, tym bardziej tak istotnego jak zasobność porfela, bo mnie jako obywatelkę interesuje nie to ile i co ma, tylko skąd to ma?

Inny kandydat pełniący obecnie funkcję prezydenta dał się zlustrować ponownie i sąd w ciągu 15 minut orzekł a właściwie potwierdził, że pan agentem nie był. Gdyby sądy tak działały na korzyść szarych obywateli, którzy o swe prawa i majątki sądzą się latami, to była by prawdziwa demokracja. Brak mi słów na określenie, jaki mamy ustrój, jedynie przychodzi mi do głowy myśl, że koszt piętnastominutowego procesu należy też doliczyć do kosztów kampanii.

I oto dochodzę do sedna mych kampanijnych przemyśleń, bo oto już za chwileczkę, już za momencik, piątek z Pankracym zacznie się kręcić (pamiętacie ten program w tv z misją?) i do gry wejdzie kandydat pis. Jak podała jego szefowa sztabu wyborczego, pani Kluzik, kandydat ten "wkrótce będzie bardziej aktywny". A ja tak to widzę: pani Kluzik wciska guzik ENTER i "W Polskę idziemy, drodzy panowie, w Polskę idziemy..." z hasłem "WŁADZA jest najważniejsza". Tam zamiast "WŁADZA" jest "Polska"? Upss, nie zauważyłam.

 

Komentarze (1)
Kobieca solidarność...

 

Nie wiem, czy istnieje kobieca solidarność i czy można jej zaufać. Kiedyś trafnie określiła to zjawisko Krystyna Kofta, mówiąc, że kobiety łączą się w nieszczęściu a dzielą w sukcesie. We wciąż zdominowanym przez mężczyzn świecie, kobieca solidarność jest rozproszona; powstają organizacje i stowarzyszenia, kongresy i partie a mimo to wciąż całe obszary zawiadowane są przez mężczyzn głównie i oni decydują o wszystkim a nam kobietom zostawiają pole manewru na znanym gruncie – domowym. Oczywiście nie jest już regułą, że kobieta ma pozostać w domu i otaczać swą opieką ognisko rodzinne, mamy wybór ale kosztuje on nas więcej wyrzeczeń i wysiłku, niż kiedykolwiek przedtem – dzielenie pracy zawodowej z życiem rodzinnym jest trudne na tyle, aby każdy z tych obszarów działał wyśmienicie. Gdyby kobiety bardziej skonsolidowały swe wysiłki i mówiły jednym głosem, a przede wszystkim popierały się wzajemnie, odniosłyby sukces w dziedzinach dla nich samych istotnych – pracy, macierzyństwie, emeryturach, udogodnieniach umożliwiających dzielenie kariery zawodowej z byciem żoną i matką. Wciąż brakuje solidarności, widać to najbardziej w polityce – po raz kolejny wybieramy prezydenta a wśród kandydatów nie ma kobiety, ale to osobny temat do rozważań.
Komentarze (3)
To nie moja bajka...

To nie moja bajka - powiedziała znajoma do pani, która w ramach czynu społecznego, zbierała podpisy pod kandydaturą Jarosława Kaczyńskiego. Działaczka zdziwiona odpowiedzią zaczęła tłumaczyć: - Nie, to nie bajka, my (było ich tam więcej) naprawdę zbieramy podpisy od ludzi popierających Jarosława Kaczyńskiego. - Ale ja go nie popieram - odpowiedziała znajoma. W swoim zaangażowaniu polityczno - społecznym pani na wskroś przejęta misją, będąca w nieustającej rozpaczy, nie rozpoznała iluzji, przepraszam, aluzji.

Bajki zwykle kończą się morałem. Tak jest w książkach.

Polityka to nie bajka, niestety, i na pewno nie jest umoralniająca. To twarde reguły gry i brak sentymentów. To popieranie jednych a zwalczanie drugich. I choć powinna mieć ludzką twarz, dawna przybrała maskę sprytnego gracza, igrającego ludzkimi uczuciami.

Nie idę na wybory z bardzo ważnego dla mnie powodu - musiałabym znowu głosować przeciwko komuś a nie na kogoś. Dlatego jestem za zniesieniem urzędu prezydenta  a tym samym utrzymywania dworu urzędników. To marnowanie publicznych pieniędzy. No i mam morał.

Komentarze (0)
Sjewodnia prazdnik maja...

Kto dziś zna język rosyjski ten chwat. Zresztą, jak każdy inny język, jest bardzo użyteczny. Rosja to nasz sąsiad a z sąsiadami lepiej żyć w przyjaźni niż w nienawiści. Tu nie o politykę chodzi, jedynie o pewien rodzaj sentymentu. Nie, żebym tęskniła za słusznie minionym i jedynie sprawiedliwym systemem. Jestem, jak duża liczba współmieszkańców naszego pięknego kraju, dzieckiem przełomu (albo z) - 1972 - produkcja malucha tzn. fiata 126p dla ludu  miała swój początek i wystartowała budowa największego kombinatu metalurgicznego - Huta Katowice. Dziś maluch to z(a)bytek a kombinat należy do najbogatszego Brytyjczyka, który tak naprawdę jest Hindusem ale nazwisko ma zupełnie jakieś takie nie azjatyckie, bo gdyby zamienić jedną literę (-i na -e) zgranie branży, którą zawiaduje z nazwiskiem pasuje jak ulał (dla nie kojarzących Mittal - Mettal). Nie wiem, czy przypadkiem nie złamałam jakiegoś paragrafu np. o kryptoreklamie:)

Wracając do hasła: "sjewodnia prazdnik maja" - święto pracy - pochody i te sztuczne kwiaty na drągach (nie wspominając o sztucznych uśmiechach). Był też pewien rodzaj sabotażu, bo jak to zwykle bywa, w wieku lat 14 niewiele się wie o historii ale nie tak zupełnie nic. Jakaś maleńka opozycja przeciwko systemowi istniała.

I tak razu pewnego, wybierając się na obowiązkowe uczestnictwo w pochodzie z klasą 8c, zamiast obowiązującego stroju - biała bluzka, granatowa spódniczka, buty... jakie kto miał (ci, co pamiętają puste półki, wiedzą o czym piszę) ubrałam się jak paw kolorowy na złość pani wicedyrektor. I tak: biała bluzka w pasy czerwono-różowo-bordowe i do tego bordowa spódnica (mojej mamy) a buty... jak powyżej. Odmówiłam także niesienia badyla z bibuły, na co pani wicedyrektor (a każdy jej się bał) nakrzyczała na mnie okrutnie, zagroziła zaniżeniem oceny z zachowania i kazała w te pędy wracać do domu i przebrać się. Na to ja bezczelnie odpowiedziałam, że bardzo chętnie ale już nie wrócę, bo mieszkam daleko a autobusy nie kursowały (w końcu to święto ludzi pracy było). Wicedyrektorka spasowała a ja przyczyniłam się choć trochę do "obalania" systemu. To były czasy...

A dziś co - deszcz pada,  w sumie to dobrze, dla roślin głównie. Taki pierwszy majowy wiosenny deszcz albo pierwszomajowy. Na pochód idzie kto chce, bez przymusu. Ot, taka nasza mała wolność. Nie obchodzę święta pracy, bo jej nie mam ale jak już ją zdobędę, to kto wie - może jeszcze pomacham chorągiewką w pochodzie.

Ku chwale ojczyzny.

 

 

Komentarze (0)
Najnowsze wpisy
2013-12-09 10:35 Polska Razem jest najważniejsza
2013-09-23 12:40 Jeśli nie chcesz mojej zguby
2013-09-05 17:37 Mówią, jak jest
2013-09-02 19:49 Bóg na wyłączność
2013-08-29 12:35 Hava nagila!