iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Fotoreportaż...

Po powodzi...

Komentarze (0)
1 grzesznik, 99 sprawiedliwych...

Papież odpuścił grzechy arcybiskupowi  z Poznania, na które to składało się molestowanie seksualne kleryków, czytam w wyborczej. Prokuratura nie wszczęła śledztwa, gdyż nie było formalnego zgłoszenia przez pokrzywdzonych, ale atmosfera była niezbyt miła wokół arcybiskupa i kurii, toteż podjęto decyzję o odsunięciu pana księdza od jego obowiązków. Jak to w życiu kościelnym bywa, ksiądz podejrzany o popełnienie takiego przestępstwa jest usuwany w cień, do czasu wyjaśnienia sprawy albo do czasu uciszenia burzy wokół "afery" lub też jest wynagradzany przeprowadzką do innej parafii, gdzie ma szansę na odpokutowanie swojej winy, czyli reausumując jest to zamiatanie pod dywan. Niektórym panom w sutannach wiara chyba poprzestawiała dekalog, bo jak czytam wypowiedź, że pedofilia jest przestępstwem, gdy molestuje się nieletnich a ci klerycy to w końcu dorośli byli, to mam rozumieć, że tak można interpretować prawo, od własnego punktu widzenia i siedzenia. Im wyżej siędem tym mam większe prawo do łamania prawa. Kruk krukowi oka nie wykole - mówi stare, mądre porzekadło i tak w tym przypadku jak i w wielu innych, kościół stoi murem za swoimi utracjuszami, co to z dekalogiem są na bakier i nic, co ludzkie nie jest im obce. Jeden nawet przytoczył cytat z ewangelii, że oto "większa jest radość z jednego grzesznika czyniącego pokutę niż z 99 sprawiedliwych". No to mamy takich świętych Franciszków, co to mogą śpiewać, jak każe wieszcz nasz Adam: "Hej, użyjmy żywota! Wszak żyjem tylko raz" a potem tylko trzy zdrowaśki i idź synu, nie grzesz więcej. A gdzie etyka?

Podobno młodzi ludzie  w Polsce powinni mieć z niej wykłady zamiast religii, jeśli na nią nie uczęszczają (a są tacy, naprawdę) ale w większości szkół nie ma tego przedmiotu z różnych powodów. Na przykład w szkole podstawowej, do której uczęszcza moja córka, o etyce nie było mowy tylko trzeba było napisać deklarację o uczestnictwie dziecka bądź nie w lekcjach religii. Tylko, że lekcji religii są 2 godziny tygodniowo i na dodatek między lekcjami. Dziecko ma okienko, którego nie powinno mieć. Jestem w mniejszości zdecydowanej, na nic narzekanie, że nie powinno tak być. Państwo jest wyznaniowe i jedyną słuszną religią jest katolicyzm. Wracając do etyki, nowo obrana pani rzecznik praw obywatelskich Irena Lipowicz, powiedziała, iż: "Państwo jest zobowiązane dać dzieciom wychowanie etyczne". Państwo powinno dać dzieciom święty spokój a nie podwyższać ich średniej w nauce oceną z religii albo z etyki oraz zmuszać rodziców do deklaracji, określania się, wyznawania wyznania. Rodzice niech wychowują , szkoła uczy a państwo zbiera podatki i remontuje drogi, bo na budowanie to brakuje mu wyobraźni.

Komentarze (0)
Gdy swędzi i piecze...

Wczoraj  jeszcze upał, uff jak gorąco, a dziś powtórka majowej aury, brr, zimno i leje. Komarów wszędzie dostatek, tną, kąsają i nie przejmują się niczem. Fenistil żel, ten od "gdy swędzi i piecze" towarem deficytowym jest i objechałam trzy apteki, zanim w czwartej miła pani powiedziała, że jeszcze ma ale w hurtowniach to już wcale. Zanim doszło do transakcji płatniczej (portal działał wolno a potem wcale) komary złośliwce upiły mej krwi i zadowolone jak Robert Pattinson vel  Edward Cullen z kolacji, poleciały dalej na żer. Owszem, mogłam się posmarować zawczasu, zanim zapłaciłam, ale miła pani aptekarka jakoś nie wpadła na pomysł aby mi podać żel przez okienko a ja zajęta odganianiem krwiopijców, nie zaproponowałam jej tego. Lato z komarami to jak świnska grypa  - żer mają nie tylko owady ale i firmy farmaceutyczne, sprzedające ten działający specyfik. Cena od zeszłego roku wzrosła o  ponad trzydzieści procent (nie piszę cyframi, gdyż słownie jest mniej szokująco i drastycznie). Im kryzys nie szkodzi a anomalie pogodowe wywołujące co rusz jakieś epidemie powodują zacieranie dłoni  prezesów na zrobienie  kolejnego, świetnego interesu. Zdrowie jest bezcenne - niejeden powie, wyciągając  pieniądze z porfela i płacąc za ukojenie bólu lub swędzenia.

W moim poprzednim wpisie było troszkę o bieliźnie, o bardzo intymnym szczególe nie tylko kobiecej garderoby. Może trochę pruderyjna jestem albo czepiam się o ten luksus, który zapewne nigdy nie będzie moim udziałem. Sesja w majteczkach dla czytelniczek. Ale oto ukazał się nowy numer z gwiazdami bez majteczek, ba, nawet bez całej odzieży. Taki gest w stronę czytelniczek, aby mogły przypomnieć sobie, co to znaczy wyglądać dobrze nago, po liftingu w fotoszopie, na wzór dzieł malarskich, bez śladów ukąszeń przez komary! Wow, gorąco się zrobiło! Przydałby się zimny prysznic i żel, bo znowu coś mnie swędzi. To nie ukąszenie, tylko lewa ręka. Kupię to czasopismo, bo nie można tak tylko w wirtualnym świecie przebywać. Trochę kultury zaczerpnąć, przypomnieć sobie co nieco o malarstwie. Ot, podaruję sobie odrobinę luksusu. Bywa inspirujący:)

Komentarze (0)
Majtki Calvina Klein'a...

Od pewnego, dłuższego zresztą czasu, czytam, właściwie przeglądam wywiady z aktorkami polskimi w pewnym luksusowym magazynie dla kobiet. I zauważyłam takową tendencję, iż na zdjęciach panie te są zazwyczaj w majtkach, czy to w spodenkomajtkach, czy koronkowych gaciach od najlepszych projektantów zapewne. Nie mam nic przeciwko goliźnie, wszak polki należą do najpiękniejszych kobiet w świecie, ale w wywiadach panie te silą się na wielce ambitne i zapracowane aktorki, które właśnie mają swoje pięć minut a tu na zdjęciu prawie jak z playboja wyjęte. I w dodatku przerobione (ciała) przez fotoshopa, że to niby celulitisu nie mają tudzież zmarszczek mimicznych. Redakcja czasopisma też jakby nie widzi problemu, bo póki gazeta się sprzedaje to jest okej, gorzej gdy czytelnictwo spada, to należy się zmobilizować i dodać cudowny prezent w postaci wspaniałej, wyprodukowanej w Chinach torby, o której marzy każda czytelniczka.

Miało być o majtkach i o ambicjach. Dawno temu, w czasach big brothera, gdzie jedni ludzie siedzieli w klatkach a reszta, ogromna rzesza ich oglądała, karierę zaczynała pewna dziennikarka. I tak coś tam powiedziała, tu się zaśmiała, tam pomachała, a że program był naprawdę popularny, ona stała się sławna przy okazji. I jak to w życiu telewizyjnym bywa, za częstym byciem na  ekranie idą inne, ciekawe propozycje. Kierownictwo magazynu dla panów złożyło jej propozycję sesji rozbieranej, takie artystyczne zdjęcia, jak to zwykle nazywają.

I ona biedactwo mając dylemat, posżła do prezesa, zapytując się, czy przypadkiem taka sesja nie zaszkodzi w jej ambicjach zostania poważną dziennikarką? Nie wiem, co odpowiedział prezes, ale pani została ambitną dziennikarką i nie tylko. Nagość nie powinna być niczym nadzwyczajnym, w końcu przez tyle lat przyzwyczailiśmy się, że większość pań z ambicjami nie odmawia udziału w sesjach rozbieranych, bo to i spora gotówka jest i... spora gotówka jest. Zawsze może się przydać na jakąś wyprawę w Himalaje, na przykład.

To, że nagość się sprzedaje najlepiej, wiadomo nie od dziś. To nie jest wymysł polskiego przemysłu rozrywkowego, tylko wzorzec wzięty z zachodniej kultury, w tym amerykańskiej. Tylko po licho mam oglądać aktorkę w majtkach w magazynie dla kobiet? Widzę zdjęcia i już nie czytam wywiadu, bo tam pytania jak na pudelku. Gdy czytam wywiad z panem Nowickim albo Gajosem, to wiem, że mają coś do powiedzenia. A tu tylko -  czy czujesz się symbolem seksu, czy wyjdziesz za mąż albo jaką dietę właśnie przechodzisz. A te ambitne aktorki myśląc, że jak czasopismo ma w nazwie "luksus", to lepiej je potraktuje niż brukowiec. I owszem, zdjęcia są bardziej dopracowane.

Kilka lat temu Janusz Głowacki w swojej małej powieści "Ostatni cieć" w alegoryczny sposób opisał zidiocienie świata a majtki stały się towarem najbardziej pożądanym na całym świecie. To symbol dobrobytu, pieniędzy i sławy.

Wielkie bilbordy reklamowe z majtakmi zdobią wieżowce Nowego Yorku do dziś a ich projektant (majtek, nie bilbordów) opływa w luksusie. Zdjęcie w majtkach jest przepustką do sławy i pieniędzy a bez...

Komentarze (0)
Automat...

 

Kampania trwa. Naprawdę. Nie mam telewizji to przez internet do mnie dotarła, a jakże. Znaczy się kandydat tudzież jego sztab (bardziej optuję za sztabem) ma świadomość, zdaje sobie sprawę, dojrzał do XXI wieku i uznał to medium za istotne dla polityki. Dostałam maila pt.: „Porozmawiajmy o Polsce”. Uhuhu, poważny temat mi się trafił, znaczy się poważny kandydat musi to być, skoro o tak poważnej sprawie myśli. Patriota jakiś wielki, albo co.
Odpisałam, że bardzo chętnie porozmawiam, jeśli szanowny kandydat przyjedzie do miasta, w którym mieszkam na spotkanie z potencjalnymi wyborcami, bo tak w cztery oczy lepiej i bardziej po ludzku. Co mi po plakacie, z którego nic nie wynika. Jak bym miała takie publiczne pieniądze do dyspozycji osobistej, też bym sobie zrobiła zdjęcie i podpisała imieniem i nazwiskiem i dała jeszcze hasło: „Poezja jest najważniejsza”, bo ja wiersze czasami piszę a taka kampania bilbordowa z twarzą przysporzyłaby mi być może potencjalnych czytelników.
Na maila nie dostałam jak dotąd odpowiedzi. O wielka naiwności. Zapomniałam doczytać drobnym druczkiem. Kampanię prowadzi AUTOMAT. Nie odpisuj na tego maila, gdyż nie otrzymasz odpowiedzi! Zachowałam się jak ten dziad (w tym przypadku baba) co przemówił do obrazu, a automat mu ani razu.
W ten sposób WARTO ROZMAWIAĆ o Polsce.
 
Komentarze (0)
Mąż i żona... czyli rozmowy częściowo kontrolowane cd.

 

W sypialni:
 
-         Kiedy wyjdziesz z łazienki? – pyta mąż.
-         Za chwilę – odpowiada żona.
-         Mówiłaś to dziesięć minut temu, a ja też chciałbym skorzystać – denerwuje się mąż.
-         Za chwilę to za chwilę, nie liczę w minutach ile to jest – słyszy mąż z łazienki.
-         Co ty tam robisz tak długo? Zmywasz makijaż? To dzisiaj wyjątkowo musiałaś mieć go dużo – zaśmiewa się mąż.
-         Ale śmieszne! – słychać sarkazm w głosie żony – jak ty jesteś za długo, to też chodzi o makijaż? Zakrywasz pudrem zmarszczki, bo coś go mam mało? – żona śmieje się.
-         Kończ, co masz kończyć i pozwól mi w końcu skorzystać z tej cholernej łazienki! – głos męża podnosi się o oktawę.
-         A coś ty taki niecierpliwy! Leżysz w łóżku i jeszcze ci źle! Śpieszysz się gdzieś?
-         Nie, ale siedzisz tam od pół godziny i końca tego nie widać – wyraźnie słychać zdenerwowany głos męża.
-         Przecież mówiłeś, że jestem tu od dziesięciu minut. Ty to masz wyczucie czasu!
-         No nie, teraz się będziesz czepiać słówek, tak?! Zamiast wyjść i udostępnić tę cholerną łazienkę! Kobieto, wyjdźże wreszcie! – krzyczy mąż.
-         I znowu krzyczysz. Cały dzień nic tylko krzyczysz! Co się z tobą dzieje? – krzyczy żona.
-         Gdybyś ty nie krzyczała, to ja też bym nie musiał! I nic się ze mną nie dzieje! Zupełnie nic! – mąż wstaje gwałtownie z łóżka i wychodzi z sypialni głośno trzaskając drzwiami.
 
Na sali sądowej:
 
-         Jako przyczynę rozpadu małżeństwa podała pani niezgodność charakterów. Czy to jedyny powód? – pyta sędzia.
-         Tak i jeszcze ten, że mąż mnie nie kochał. Wcale. A ja tyle dla niego poświęciłam, oddałam mu połowę swego życia. I po co? – zaszlochała żona.
-         Proszę nie płakać tylko opowiedzieć, na jakiej podstawie pani sądzi, że mąż panią nie kochał?
-         Nie wyrzucał śmieci, to znaczy wyrzucał ale nie wtedy, mu kiedy mu kazałam. – zachlipała żona. – I jeszcze to, że zawsze to ja musiałam kupować ser.
-         Ser? – zdziwił się sędzia.
-         On zawsze zrzucał na mnie odpowiedzialność. Mówił – kup to albo tamto a ja chciałam, żeby to on wybierał a nie ciągle ja – żona wydmuchuje nos.
-         Proszę pani ale to nie powód do rozwodu, to zwyczajne sprzeczki, jak w większości małżeństw – sędzia popatrzył na żonę nieco zirytowany. – Może poda pani inny przykład bardziej obciążający męża? Czy mąż panią zdradzał?
-         Nie, to znaczy tak, nie w tym sensie. Mąż nie lubił być ze mną, gdy kupowałam sobie coś do ubrania. A ja chciałam, żeby był, żeby wyrażał swoją opinię. Bo proszę wysokiego sądu, jakby mówił, że ładnie wyglądam albo że mu się podobam, to wiadomo, że kocha. A on tylko powtarzał za mną. Nic od siebieee! - łzy gęsto poleciały po policzkach żony.
-         Proszę się uspokoić. Czy jeszcze chce pani coś dodać? – sędzia przerwał wypowiedź żony.
-         Właściwie to nie, albo tak. On krzyczał na mnie, ciągle się ze mną kłócił. I o co? O łazienkę? Że niby za długo w niej przebywam? Przecież wiadomo, że każda kobieta długo tam siedzi. W końcu mamy i używamy więcej kosmetyków niż mężczyźni – żona ociera oczy.
-         Dobrze, proszę usiąść – mówi sędzia. Zwrócił się w stronę męża: - I co pan na to?
-         W pełni zgadzam się z wypowiedziami żony – powiedział mąż.
 
 Koniec.
Komentarze (0)
Mąż i żona... czyli rozmowy częściowo kontrolowane

 

W pokoju:
 
-         Wyrzuciłeś śmieci? – zapytała żona.
-         Zapomniałem – odpowiedział mąż.
-         Ja to zapomniałeś, przecież ci mówiłam, wczoraj wieczorem – żona podnosi głos.
-         Nie podnoś głosu, słyszę. Po prostu zapomniałem.
-         To idź teraz, kubeł jest pełny – naciska żona.
-         Zaraz pójdę, jak skończę to, co zacząłem – odpowiada mąż.
-         A co robisz? – niecierpliwi się żona.
-         Czytam gazetę – odpowiada spokojnie mąż.
-         Gazetę możesz przeczytać później a mnie jest potrzebny kubeł! – krzyczy żona.
-         Cholera jasna! – podnosi głos mąż – zawsze to samo! Nie możesz poczekać pięciu minut!
-         Nie podnoś głosu, to po pierwsze a po drugie, czekam na kubeł od wczoraj! – żona wychodzi z pokoju.
 
W sklepie spożywczym:
 
-         Chcesz ser? – pyta żona.
-         Tak, chcę - odpowiada mąż.
-         A który? – żona pyta ponownie.
-         Żółty – kwituje mąż.
-         Wiem, że żółty. Tylko który gatunek? – naciska żona.
-         Wszystko mi jedno, kup jaki chcesz – ripostuje mąż.
-         No właśnie, kupię jaki ja chcę a potem będziesz mi wypominać, że nie kupiłam tego, który ty chciałeś! – krzyczy żona.
-         Nie krzycz na mnie, nie będę ci niczego wypominał. Po prostu kup, co chcesz tylko nie krzycz! – krzyczy mąż.
-         To ty nie krzycz! – wrzeszczy żona – ciągle mówisz, że ja krzyczę a to ty krzyczysz! – krzyczy żona.
-         Czy możesz wziąć ten cholerny ser? – ucina mąż – robimy przedstawienie i wszyscy się na nas patrzą.
-         A teraz mi jeszcze powiesz, że to moja wina, tak, że to ja wszczynam kłótnie, bo ty nie umiesz wybrać sera, który ja muszę wybrać?! – żona szarpie wózek i wyrywa go z rąk męża.
 
W sklepie odzieżowym:
 
-         Znowu coś kupujesz – mówi mąż – masz już pełną szafę.
-         Potrzebuję spódnicy - odpowiada żona – zielonej.
-         Poszukaj w szafie, na pewno coś znajdziesz – dywaguje mąż.
-         Nie, poszukam tutaj, poza tym potrzebuję czegoś nowego.
-         Ty zawsze potrzebujesz czegoś nowego – mruczy pod nosem mąż.
-         Co powiedziałeś? – pyta żona.
-         Nic, głośno myślę, nie mogę? – mówi zaczepnie mąż.
-         Ależ możesz, możesz. Masz, potrzymaj – żona podaje mężowi torebkę i płaszcz.
-         Długo to będzie trwało? – pyta mąż.
-         Niedługo. Kilka chwil. Moment. Wybierz sobie odpowiedź, która ci najbardziej pasuje. – żona się uśmiecha.
-         Oto chodzi, że żadna – mąż też się uśmiecha.
-         I jak, ładna? – żona odsuwa kotarę.
-         Ładna. – powtarza mąż.
-         Tylko tyle? A czy pasuje, czy dobrze w niej wyglądam? Powiedz coś – domaga się żona.
-         Pasuje, jest w porządku – odpowiada mąż patrząc na ściany.
-         Przecież nawet nie spojrzałeś! - żona podnosi głos – mówisz tak, żeby mnie zbyć, tak? Ładna, pasuje! A może byś powiedział coś od siebie, co?! – w głosie żony słychać nutkę goryczy.
-         O co ci chodzi? – irytuje się mąż – chciałaś żebym coś powiedział, to powiedziałem.
-         Ale nie tak, powtarzasz tylko za mną – żona zasuwa kotarę nerwowo – z tobą tak zawsze – dodaje jeszcze.
-         Znowu się czepiasz. Przecież wyraziłem swoją opinię, potwierdziłem, że ładna, że pasuje. Nie powiedziałem, że wyglądasz w niej beznadziejnie albo że jest brzydka – słychać ciężkie westchnienie męża.
-         No właśnie, a teraz powiedziałeś, co naprawdę myślisz! – krzyczy żona zza kotary.
-         Nie, nie powiedziałem, to ty tak interpretujesz moje słowa! – mąż też podnosi głos.
-         Nigdy więcej nie pójdę z tobą na zakupy, nigdy! – żona odsuwa kotarę z impetem – tylko krytykujesz! Nic ci się nie podoba!
-         A czy ja mówię, że mi się nie podoba?! Nie takiego nie powiedziałem! – krzyczy mąż.
Żona wyszarpuje z rąk męża torebkę i płaszcz i wychodzi ze sklepu.
 - A spódnica?! – woła za nią mąż – nie kupujesz jej?
 
cdn...
Komentarze (0)
Najnowsze wpisy
2013-12-09 10:35 Polska Razem jest najważniejsza
2013-09-23 12:40 Jeśli nie chcesz mojej zguby
2013-09-05 17:37 Mówią, jak jest
2013-09-02 19:49 Bóg na wyłączność
2013-08-29 12:35 Hava nagila!