iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Obsession...

Dziś o jedzeniu i piciu, obsesji na ich punkcie, tudzież obsesji na byciu szczupłym, obsesji na temat odchudzania, obsesji jedzenia, picia i nie przybywaniu na wadze, o obsesji na temat obsesji o tym wszystkim, co lustro pokazuje, gdy za dużo się dogadza ciału, nie wspominając o... duszy. Podobno wszystko zaczyna się w mózgu i to kim jesteśmy, zależy od tego co jemy. Tak mówi psychologia. A co mówi mój organizm? Jesz po to, aby żyć. A co mówi moje ciało? Zdecydowanie jesz za dużo:) Oj tam, oj tam - odpowiadam, te kilka kilogramów nic nie znaczy.

Odkąd pamiętam, lubię jeść, zazwyczaj to, co sama przyrządzę. Uważam, że najwspanialszą zupą jest pomidorowa, pierogi z kapustą i grzybami najlepiej się lepi przy butelce różowego bądź białego wina półsłodkiego rodem z Portugalii albo Gruzji a zapiekanka z makaronu z sosem pomidorowo -  śmietanowym, może być zjadana zarówno na gorąco jak i na zimno. Sałatka grecka z sosem tzatziki* do każdego mięska pasuje, a lody bakaliowe z polewą truskawkową nie są zarezerwowane tylko na deser. Mniam:) Jedzonka te jadane z umiarem nie czynią spustoszenia w naszych figurach, nie trzeba biegać po aptekach i zaopatrywać się we wszelkie możliwe suplemety diety i na przemian połykać tabletkę z pierogiem. Kto lubi jeść, jadł będzie, zaś dla wiecznie odchudzających się dziewczyn, kobiet, pań listek sałaty też będzie stanowił problem. Uważam, że największe spustoszenie w naszej samoocenie robią tzw. czasopisma dla kobiet, babskie portale i reklama, w których aż roi się od kanonów urody i mody, z naciskiem na przesadzoną szczupłość. Kto powiedział, że chude ciało to piękne ciało? Chyba lobby producentów preparatów odchudzających i wyszczuplających, za wyjątkiem producentów wytwarzających napój gazowany w wersji lajt 0% cukru a wciąż słodkiego? Jak oni to robią, że modelka, której obojczyki niedługo przebiją skórę, może być wzorem dla... no właśnie. Przecież nie dla mnie, zbytnia chudość mnie przeraża, ale nie moją córkę. Nastolatkę, która ogląda zdjęcia i widzi tłuszcz wszędzie, nawet na łokciach. Przemów takiej do rozsądku, by i liść sałaty nie był problemem. A tu zewsząd tylko diety cud, które raz działają a raz nie, plastry, tabletki, herbatki, slim fasty, wczoraj kawa odchudzała, dziś już należy uważać, bo jak będziesz szczupła to będziesz piękna, powabna, zadowolona i wszyscy cię polubią na fejsbuku. Uff...

Choć coś jest na rzeczy, bo oto na okładce pojawiła się pani Gosia Baczyńska, piękna Adele o jeszcze piękniejszym głosie zachwyca mimo tłuszczyku, a panią prezes Deni Cler podziwiają redaktorzy zajmujący się modą i urodą. Te panie nie stanowią kanonu urody, bo taki nie istnieje, ale ich pojawianie się w mediach nie tuszuje ich tuszy, jedynie uwydatnia to, co mają w sobie najcenniejszego - ich pewność siebie, samoakceptację i zadowolenie życiowe. Najważniejsze to polubić siebie, można zacząć od fejsbuka. I nie pić napoju gazowanego w wersji lajt 0% cukru, a wciąż słodkiego?

* Podaję przepis na sos tzatziki (mam nadzieję, że nazwa nie jest zarezerwowana). Smakuje pysznie z karkówką z grila, kurczakiem z grila albo pieczonym mięskiem z własnego piekarnika:)

jogurt naturalny duży (może być 0% tłuszczu)

2 spore łyżki majonezu Winiary

kilka ząbków czosnku

ogórek szklarniowy

koper

Jogurt mieszamy z majonezem, zgniecionym czosnkiem, zetrzeć ogóreczka świeżego na tarce z dużymi otworami i dodać do sosu, a na konieć garść świeżego, posiekanego kopru dorzucić i do lodówki. Gorące mięsko, zimny sos są ze sobą jak najbardziej kompatybilne. Smacznego:)



 

Komentarze (2)
Sprostowanie...

"- W jakim pani jest wieku?

- W XIV wieku!"

Kabaret Potem

W poprzednim wpisie miałam śmiałość, bezczelność prawie wypisywać wydumane jakieś mrzonki, że po trzydziestce to człowiek jeszcze może, że ho, ho, góry przenosić, młodo wyglądać bez botoksu i silikonu ale po przeczytaniu wywiadu ze znanym (podobno) projektantem i  jurorem macającym piersi, w jednej osobie, Dawidem, jestem zmuszona napisać sprostowanie, co też czynię. Zatem drogie panie, młodość to wiek do dwudziestki, a potem tylko z górki i na wygląd należy mieć baczenie. O dziwo, rzecz dotyczy raczej kobiet, bo o mężczyznach jakoś projektant nie wspomniał i choć nie szata zdobi człowieka, to w przypadku kobiet ma ona decydujące znaczenie. Co tam młody duch, marzenia do spełnienia, samorealizacja i łamanie stereotypów. Grzeczne dziewczynki idą się ubrać do... pracowni pana Dawida, kóry wyznaje "zasadę: im mniej, tym prościej. Szczególnie dla kobiet, które nie mają już 20 lat". Ja nie mam już, niestety, 20 lat, ale w sukienkę pensjonarki, które dominują w kolekcjach słynnego projektanta, nie ubiorę się choćby nie wiem co! Co na to by powiedziała inna słynna projektantka, brytyjska o ile pamięć mnie nie myli, niejaka Vivienne Westwood*, dla której wiek nie ma znaczenia, a wygląd i owszem i to niekoniecznie cichej i skromnej myszki? I dlatego projekty pani Vivienne są znane w całym świecie modowym a pana Dawida tylko nad Wisłą - w małym, cichym zaścianku pomiędzy wschodem a zachodem, gdzie kobietom wciąż czegoś nie wypada.

* chętnie wkleiłabym zdjęcie pani Vivienne w jednej z jej nietuzinkowych kreacji, ale ACTA... A ja szanuję prawo.

Komentarze (0)
Jak ona to robi?...

Wpadłam na pomysł na wpis ujrzawszy  na wystawie sieciowej ksiegarni okładkę jednego z czasopism z panią Agatą Młynarską (jestem trochę out of date ale problem jak Lenin  - wiecznie żywy). Idzie o młodość i młodych ludzi, którzy z racji młodego wieku i ciała (też) uzurpują sobie prawo do tego, iż świat do nich należy. Ha! A tu prztyczek w nos! Młodość się przesunęła, może nie  mentalnie ale fizycznie z pewnością,  a jeśli nawet tu i tam zmarszczki nam przeszkadzają, to dobry przyjaciel fotoszop wszystko skoryguje. A wszystkim tym, którzy śmią twierdzić, że po trzydziestce to już z górki, dedykuję ten wierszyk:

Jak ona to robi?

Padają zewsząd pytania.

Jak może tak bezczelnie młodnieć,

gdy wiek starczy ją dogania?!

I uśmiechać się z okładek, uda pokazywać.

W tym wieku?! Proszę pani, pana,

To nie wypada aby matka dorosłych dzieci

W tych pozach i w tych minach uśmiechała się...

Do świata!

Komentarze (0)
Kto pyta... błądzi...

"W szkole uczy się dzieci, że odpowiedzi są ważniejsze od pytań".

William Wharton w powieści "Franky Furbo"

Ja jako petent w urzędzie: próbuję złożyć pismo odwoławcze, które posiadam w dwóch egzemplarzach; jedno z załącznikami, drugie jako kopia. Proszę panią w okienku o przyjęcie tegoż pisma  i podstemplowanie drugiego, na dowód, iż takie pismo składam. Pani nie wie, czy to ona ma przyjąć czy może w sekretariacie. Pyta swoją koleżankę, ta się waha, ale po chwili wysyła mnie do sekretariatu. Sekretariat na tym samym piętrze. Idę. Wchodzę, zadaję pytanie, czy mogę złożyć pismo odwoławcze, a tu siedzą trzy dziunie i...

dziunia nr 1 - bierze pismo, zaczyna czytać, kieruje do mnie pytanie: - ale o co chodzi?;

dziunia nr 2 rzecze:  - ale to nie tutaj. - A gdzie? - pytam uprzejmie (jeszcze) i dodaję, że wysłano mnie do tego pokoju spod okienka;

dziunia nr 3 jakby chcąc zasygnalizować, że też tu pracuje rzuca w moją stronę pytanie: - nazwisko?

Ooo, pomyślałam, jak w karcerze. Odpowiedziałam, że zaczyna się na literę G, reszta jest w piśmie, i czy w końcu ktoś może  przyjąć pismo, podstemplować i szlus!? Na to dziunia nr 2 wstaje, bierze moje pismo i mówi, że mam z nią iść do okienka:) Idę jak ten baran, nieco podminowany do okienka, przy okazji słysząc pytania dziuni, które nie dotyczą zupełnie meritum sprawy. No i wybuchłam, a jakże, bo z drobiazgu urzędniczego zrobiła się sprawa, w kórą było już zamieszanych 6 podmiotów - 5 urzędniczek, ja i ta cholerna kartka papieru! Z okienka wyskakują 2 urzędniczki, z pytaniem : - ale o co chodzi?Oczywiście akcja wywołuje reakcję, ja krzyczę,  dziunia nr 2 też: - Proszę tu nie krzyczeć! Pani jest stażystką i nie wie jeszcze, jak podstemplować pismo! Ja na to: - a co mnie to obchodzi?! W końcu po to tu jest, żeby się dowiedzieć!...

Pytam zatem ponownie: - to gdzie mam złożyć pismo?

Dziunia nr2 jakby nigdy nic odpowiada:  - Na drugim piętrze w sekretariacie głównym...

Na drugi raz wyślę pismo listem poleconym.

Moja córka, gimnazjalistka: odkąd jest gimnazjalistką słyszy na lekcjach takie oto treści:  tak się nie wymawia, bo na egzaminie gimnazjalnym...; jestem egzaminatorem (powtarza co rusz nauczuciel) i jak tak odpowiesz, nie będzie ci to zaliczone...; sprawdzian ten przedsmakiem tego, co was czeka na egzaminie...; i takie tam. Czyżby nauczyciele bali się niewygodnych, wybiegających poza program, ba, poza ustalone schematy, pytań? Bo odpowiedzi już znają tzn. nauczyciele a dzieciom to różnie wychodzi... Nawet jak powtarzają testy. A przecież szkoła ma uczyć, rozwijać i pogłębiać samodzielne myślenie.

Nasz kochany pan premier z zielonej wyspy, na czerwonym morzu kryzysowej Europy na pytanie zadane mu przez zwykłego Polaka: - Jak tu żyć?... nic nie odpowiedział, gdyż jak głosi mądra maksyma: milczenie jest złotem. Pan premier dokładnie przeczytał powieść W. Whartona pt.:"Franky Furbo" i wie, że odpowiedzi są ważniejsze od pytań.

Komentarze (1)
Najnowsze wpisy
2013-12-09 10:35 Polska Razem jest najważniejsza
2013-09-23 12:40 Jeśli nie chcesz mojej zguby
2013-09-05 17:37 Mówią, jak jest
2013-09-02 19:49 Bóg na wyłączność
2013-08-29 12:35 Hava nagila!