iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Mała szkodliwość społeczna...

oto historia krótka Polki:

mąż od 8 lat znęcał się fizycznie i psychicznie na swej poślubionej w kościele żonie. Czy przysięgając miłość, wierność i uczciwość małżeńską dodał w duchu "i będę cię bił aż do śmierci"? Tego dowieść nie sposób, co myślał wówczas małżonek, za to udowodnił, że wspólne życie może być udręką dla ... niej, bo dlaczego nie. 8 długich lat, podczas których policja i sąd nie były w stanie postawić psychopaty do pionu, może ta pierwsza doprowadzała delikwenta do prokuratury, ta zarzuty stawiała, a sąd nie dopatrywał się przestępstwa. Ot, mała szkodliwość społeczna. I nastał sądny dzień dla małżonka, bo widząc swą bezkarność i śmiejąc się żonie w twarz, przekroczył granice swego bestialstwa, sądząc, iż i tym razem nic mu prawo nie zrobi. Oto rzucił się na żonę z nożem i ugodził ją poniżej nerki. Nie udało się niewiaście zataić rany, a jemu wmówić sędziemu, iż żona sama nadziała się na ostre narzędzie. Sąd tym razem poszedł po rozum do głowy i zastosował wobec przestępcy paragraf, który już dawno mu się należał. Dostał karę więzienia. Nie minęło kilka miesięcy, jak sąd chciał przestępcę wypuścić na wolność ale z opaską elektroniczną, taką pewnie, która by pikała za każdym razem, gdyby chciał ponownie zaatakować może już skutecznie swą małżonkę, do której żywił niechęć ogromną zapewne, bo ośmieliła się poskarżyć na jego zachowanie. I tu zadziałał instynkt małżonki a nawet miała prawo głosu: nie zgodziła się na propozycję sądu a ten... łaskawie to przyjął. Ach, pomyśleć, gdyby role się odwróciły i małżonka w przypływie ropaczy i niemocy, znalazła siłę na to, aby wyrwać mu ten nóż i ugodzić bestię ze skutkiem śmiertelnym, to z całą mocą rzekłabym: cóż, umarł, ot mała szkodliwość społeczna.

 

 

Komentarze (0)
Poczucie humoru...

"Kiedy byłem małym chłopcem, intrygowały mnie przydomki dwóch ludzi. Ojca Tommy'ego Evansa nazywano Evans W Tę I Nazad. Myślałem, że jest żeglarzem, wędrowcem, w ostateczności kobieciarzem. Minęło kilka lat, gdy zobaczyłem, jak grał na puzonie w miejscowej orkietrze dętej. No tak, Evans W Tę I Nazad."

Christopher Monger "Anglik, który wszedł na wzgórze, a zszedł z góry"

Ta niewielka powieść, której powyższy fragment przedstawiam, roi się od absurdów, ironii, walijskiego humoru (autor jest Walijczykiem) a wszystko to w imię wyższej sprawy. Ooo! Bo i jest o co walczyć. O honor, dumę i prawdę historyczną. Takie kiedyś były morale narodu,  a dziś co, kościół walczy o kasę, ojciec dyrektor o eter, a minister Mucha o żeńską formę językową swej funkcji, którą sprawuje. Wszystkie trzy fakty rozpętały publiczną debatę, jedni przeciwko drugim jak w zaklętym kręgu, "śmieszą, tumanią, przestraszają" i z narodu się naśmiewają. 

Bo też i mamy poczucie humoru. I niesamowitą wyobraźnię. Nie wspominając o wielkiej misji narodu wybranego. Przeżyjemy każdy kryzys, choćby prąd i gaz miały zdrożeć o dwieście procent, woda o pięćset,  a jajko ma kosztować 1złoty za sztukę, bo święta za pasem..., który trzeba zaciskać coraz mocniej. To nic, size 0 jest w modzie.

Polacy naprawdę mają poczucie humoru, są zaradni i pomysłowi, dostrzegam to na każdym kroku:

Chciałoby się rzec: panu bogu świeczkę... zasilaną solarem:)

 

 

Komentarze (0)
Druga płeć...

Wstajesz wcześniej by: nakarmić koty, wyprowadzić psa, podlać kwiatki, wyprasować bluzkę, zrobić kanapki dziecku (a niech pośpi biedactwo dłużej); zrobić listę zakupów, nastawić zmywarkę, pralko-suszarkę, napisać  liścik, co by domownicy, gdy wrócą wcześniej przed tobą otworzyli te urządzenia (nie myślisz nawet o tym, że wyciągną umyte naczynia i wypraną odzież); przygotować namiastkę obiadu, a po powrocie z pracy dokończyć resztę; zrobić makijaż, dziś nieco mocniejszy aby ukryć cienie pod oczami (wczoraj znowu czytałaś do późna ale to jedyna pora gdy możesz pozwolić sobie na bycie z ulubioną lekturą); wypić w biegu filiżankę kawy z ekspresu, bo masz już dość rozpuszczalnej w pracy; pospiesznie udać się na przystanek, by tam w oparach rannego przymrozku przypatrzeć się ludziom, czekających w  niepełnym przebudzeniu jeszcze na nieogrzewany autobus, pamiętający twoje dzieciństwo...

I to wyraźne wspomnienie, które kołacze się po głowie - matka krzycząca na ciebie, że nic nie potrafisz ugotować, a masz już prawie piętnaście lat,a przecież kobieta musi umieć to robić. Brat nie musiał.

I ci panowie filuterni, silący się na oryginalność, aby kupić żonie czerwone goździki. Bo to takie śmieszne jest, dowcipne. Gdy wkoło tyle  feministek i już nie wiadomo, jak te baby będą reagować na przymarznięte tulipany. Bo one są jakieś inne, i nawet o tym filmy powstają. I nie wiadomo czego chcą.

A jak wiadomo i nieliczne o tym manifestują, że aborcja, równe pensje, żłobki, przedszkola, godziwe emerytury, to jakby mówiły, że w kosmosie jest inna ziemia i być może istnieje na niej życie. Ale kto by się tym przejmował, gdy tyle na tej planecie rzeczy ważnych jest do zrobienia.

Kobieta ma rodzić dzieci, które na starość będą jej emeryturą; kobieta  (do pewnego wieku) ma ładnie wyglądać, bo jest tego warta; kobieta jeśli nie chce mieć dzieci  to jest jej sprawa według Palikota, bo do tańca mimo, iż potrzeba dwojga, to jego konsekwencje spadają na jej barki a nie na jej i jego; kobieta jeśli mimo to chce robić karierę, na przykład w polityce to nie może być brzydka (wg opinii p. Millera) ani też kaszalotem (wg obecnego prezydenta). Wyjątkiem jest Nelly Rokita...

Kobiety wszystkich krajów, łączcie się!

 

 

Komentarze (0)
Pro publico bono...

Dla dobra publicznego oraz oczyszczenia atmosfery, kościół katolicki podał do wiadomości, ile lud na niego łoży pieniędzy, lecz zamiast ablucji atmosfera gęstnieje, gdyż z raportu wynika, że nie taki kościół bogaty jak o nim powszechnie się sądzi, he, he:) Przepraszam, zaksztusiłam się nieco, gdyż pisząc te słowa, pipijam wino białe, na które zapracowałam odprowadzając 18% podatku od dochodu, zasilając budżet vatem i akcyzą. A jakiś czas temu przytaczałam na łamach swego bloga raport PO "Polska 2030", w której to miłująca nam obecnie partia zapowiedziała "uproszczenie i obniżenie podatków". Zatem uprasz(cz)a się, aby słowo ciałem się stało, nie tylko w kościele.

Dobro publiczne może nie jest najważniejsze, bo co jest, to tylko prezes Kaczyński wie, ale jak dziennikarze wykryli, że sól drogowa od ponad 10 lat w naszym mięsie się zadomowiła i nie tylko, to ci, którzy tak wstrętnie oszukiwali zakłady mięsne i nie tylko, powinni słono zapłacić za swoje przewinienia. Sprawa jest rozwojowa, to wiemy, może powołać komisję, z której i tak nic nie wyniknie, ale gawiedź miałaby czym oczy zająć i nie interesowałaby się tak gorączkowo sprzedażą Lotosu. Ostanie bastiony polskiej gospodarki w obcych rękach ... Dobrze, że chociaż stadion narodowy jest nasz. Chyba...

Według teorii Freuda "komunikujemy się podwójnie", rząd mówi jedno a robi co innego. Tusk i jemu podobni nawołują: musicie pracować dłużej dla waszego dobra, a to oznacza: musicie płacić zusowi więcej dla naszego dobra. Po czym elita rządząca podnosi do góry kielichy i składa toast: pieniądze wasze w kieszenie nasze. Za alkohol zapłacono z funduszu reprezentacyjnego, czyli podatków. Howgh!

U naszych południowych sąsiadów, prawdopodobnie też sprzedawano sól drogową do celów spożywczych, ale jak widać na poniższym zdjęciu, nie kryją się z tym wcale i nie robią afery:)

 

 

 

Komentarze (1)
Najnowsze wpisy
2013-12-09 10:35 Polska Razem jest najważniejsza
2013-09-23 12:40 Jeśli nie chcesz mojej zguby
2013-09-05 17:37 Mówią, jak jest
2013-09-02 19:49 Bóg na wyłączność
2013-08-29 12:35 Hava nagila!