iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Jeśli nie chcesz mojej zguby

 ... torbę Gucci kup mi luby (najlepiej ze skóry krokodyla). Czytając artykuły na stronie daily telegraph.co.uk, dotyczące ataku terrorystów na centrum handlowe w Nairobi, widzę perfidię i cynizm wydawców gazety oraz zachłanność reklamodawcy (w tym przypadku firmy Gucci). Wiadomo przecież, iż relacja na żywo, nagrana telefonem komórkowym przez przypadkowego uczestnika ataku  i klienta tegoż centrum, przyciągnie do okienka wielu ludzi, złaknionych relacji, sensacji, rewelacji... Ten ktoś nagrywa sytuację z pozycji podłogi, widać nogi oraz słychać strzały. Terroryści zabijają ludzi a Gucci sprzedaje marzenia... Ku pokrzepieniu serc?

 http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/africaandindianocean/kenya/10327492/Nairobi-shopping-mall-attack-amateur-footage-emerges-of-initial-stages-of-attack.html

Komentarze (0)
Bóg na wyłączność

 

Nie interesuje mnie kwestia czy bóg/ bogowie istnieją, jak wygląda(ją), czy stworzył/ stworzyli świat, tylko w jaki sposób ludzie z nim(i) się obchodzą. Każda z religii wydaje się mieć monopol na boga, wiarę, możliwości kultu, sposoby karania ewentualnych grzeszników, choć ten ostatni aspekt jest nieodzownym elementem większości wyznań. Poczucie winy. Wyrzuty sumienia. I najbardziej wyrazisty - strach. Przed gniewem bożym, ogniem piekielnym, wiecznym potępieniem. Nie taki bóg straszny jak go opisują, skoro wojny wciąż się toczą, a ludziska wymyślają najbardziej okrutne tortury, dla tych, którzy podporządkować się nie chcą.

Skoro święte księgi zakładają dopuszczalność istnienia i czczenia innych bóstw (biblijne przykazanie "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną"), to o co cały ten ambaras? Grozi nam laicyzacja! Grzmią biskupi. A co odważniejsi nazywaja Europę  - Eurabią. Bo tam, gdzie chrześcijaństwo stało się  tylko elementem tradycji kulturowej i odchodzi się od czynnego kultywowania, luki zapychane są fanatykami czytającymi koran ale tylko wybranymi wybiórczo frazami. Nie jest to oczywiście cechą charakterystyczną li tylko muzułmanów, w końcu inne religie też co i bardziej przydatne fragmenty swoich ksiąg biorą pod lupę i karmią nimi swych wiernych. Najważniejsza jest siła przekonywania co do swoich racji, bo taka jest prawda i innej prawdy nie ma. Na tak skonstruowane radykalne zagadnienie co nielicznym trudno jest znaleźć rozsądną odpowiedź, toteż wszystkim tym, co mają odmienne zdanie, siłą że woli oraz prawodawstwem narzuca się niejednokrotnie światopogląd wyznaniowy.

Wydawałoby się, iż w XXI wieku wojen na tle religijnym być nie powinno, a jednak pod płaszczykiem wiary i w imię figur, obrazów, ksiąg czy nazewnictwa, orędownicy tychże zwierają szeregi i urządzają krucjaty, tym razem słowne. Słowo ma ogromną siłę oddziaływania, jeszcze większą, gdy nie za wiele rozumie się z jego treści, ale o to właśnie chodzi tzw. pośrednikom boskim. Upupiają ludy skutecznie, mamiąc jakimś bliżej nieokreślonym zbawieniem lub wieczną krainą szczęśliwości.

Można szafować bogiem na wiele sposobów, bo nie zrobi nic na swoją obronę (a czy właściwie jej potrzebuje?), pisze się o nim książki ("Bóg urojony"), umieszcza w hasłach (bóg, honor, ojczyzna), hymnach (god save the queen/ king), na pieniądzach (in god we trust)... A każda nacja, społeczność czy grupa uważają, iż tylko oni mają licencję na boga stworzonego na podobieństwo... swoje.



Komentarze (0)
Piejo kury, piejo...

...a - doodle - doos, bo dziś mowa będzie o angielskich kogutach właściwie, co to oprócz tego, iż dźwięk wydają różny niż inne kogucie nacje to i jeszcze o nieodpowiedniej porze to czynią, ale w iście w angielskim stylu czyli fajfoklok tyle, że rano:)

Jestem trochę takim anglolubem, bo i humor ichni mnie śmieszy, jazda po lewej stronie przeraża, ogrody zachwycają a śniadanie nie czyni niestrawności, pod warunkiem, iż wszystkie składniki posiłku okraszone są dużą ilością ketchupu:)

Z powyżej wymienionych elementów najbardziej cenię sobie poczucie humoru ludzi Albionu, dystans jaki do siebie mają i swych przywar i że potrafią to okazywać  na wszelkie sposoby. Oni też mają swoje problemy (a jakże), choćby ten związany z wiekiem emerytalnym (u nich w przeciwieństwie do Polski nie ma w tej kwestii równouprawnienia, niestety)...

*

*(The Daily Telegraph)

Wracając do bohatera dzisiejszego wpisu, czyli koguta, pewien brytyjski dziennikarz BBC uszczęśliwił siebie i rodzinę nabywając dom na wsi aby w weekendy móc wypocząć od trudu mieszkania w Londynie. Nie przewidział biedak, iż wieś swoje prawa ma a także piejące koguty o bardzo wczesnej porze, czyli bladym świtem. Wybudzony ze  snu głośnym cock - a - doodle - doos, myśli miał zaiste mordercze, o czym nie omieszkał  podzielić się z tweetującymi innymi mieszczuchami, co miało również daleko idące konsekwencje, bo i artykuł o nim powstał. Nie sądzę, aby chciał zostać celebrytą, w końcu wykonuje zaiste poważną pracę - rozmawia z prezydentami i premierami (dziennikarz ów zajmuje się polityką) i jak donosi gazeta, zachowuje zimną krew podczas dyskusji z nimi. W całej tej historii mnie najbardziej urzekła wypowiedź właściciela piejącego ptactwa: "Koguty są częścią wiejskiej egzystencji. Karmimy je ale one  żyją własnym życiem"...

Widzę analogię do polskich polityków - są częścią naszego krajobrazu, karmimy ich ale oni i tak żyją własnym życiem, z tą różnicą, że nie pieją o piątej rano. Tylko przed kolejnymi wyborami... aby karmy nie brakło...

 

Komentarze (0)
L jak kierowca...

 Jest w nas kobietach jakaś nuta niepewności, czy to, co robię, mówię, piszę, gotuję, wyglądam -  robię, mówię, piszę, gotuję, wyglądam dobrze? Czemu u większości zawsze tkwi wewnętrzny recenzent własnych poczynań? Bóg  nie był zbyt łaskawy na przykład, gdy ustalał kanony urody dla kobiet; niby jesteśmy piękną płcią a półki w łazienkach uginają się od kosmetyków, chirurdzy plastyczni mają, co robić do końca świata i jeden dzień dłużej, przez co firmom produkującym skalpele i silion nie grozi bankructwo. Dobry wygląd to nic złego, jego poprawianie również i ja się z tym zgadzam, nakładając codziennie warstwę czarnego tuszu na rzęsy, by jeszcze bardziej  podkreślić, iż me oczy są naprawdę zwierciadłem pięknej duszy...

A gdy coś zrobimy, to czasami szukamy potwierdzenia, najczęściej u... płci brzydkiej a on aby swe ego podkreślić zaczyna:

Ona: - Zrobione* - (można wstawić inne pasujące w danej sytuacji słowo np. uszyte, ugotowane, zaparkowane).

On: - Jesteś pewna... (niby stwierdza ale intonacja pytająca robi swoje)

Ona: - Ttak, a bo co?

On: - Nic, tak pytam. Upewniam się, że tak znaczy tak.

Ona: - Chyba tak, to znaczy nie wiem, czy jestem pewna, bo...

On: - Nie jesteś pewna, że wiesz czy że nie jesteś pewna, że nie wiesz?

Ona: - Nie jestem pewna czy wiem...- zaczyna powtarzać mruczankę pod nosem - czy... Czy możesz jeszcze raz powtórzyć?!

On: - Wiedziałem, że tak będzie:)

Najważniejsze, że wciąż się uczymy - na błędach, asertywności, pewności siebie. Nasze drogie siostry sufrażystki wywalczyły dla nas prawo głosu  w wyborach i jaki tego skutek dziś - wciąż w polityce dominują mężczyźni a i nie tylko tam. Brakuje nam ich tupetu, śmiałości i krytycyzmu. Jeden tylko ciągle mówi: - Ja...Ja... Jarek jest najważniejszy a drugi: - Ko...Ko... Kopię piłkę, bo społeczeństwu już dokopałem.

Z tą nieśmiałością powinnyśmy walczyć, być bardziej self - selfconfident i selfish tym bardziej. Nie dajmy satysfakcji mężczyznom na stacjach benzynowych jak ta kobitka, co ją ujrzałam wczoraj i cała krew odpłynęła mi z twarzy, gdy potwierdziła pogląd: L jak kierowca Lebiega. Zaparkowała ci ona dwa metry od dystrybutora, wysiadła, zamknęła drzwi na kluczyk, mimo iż  w środku siedziało nastoletnie dziecko. Popatrzyła na bok auta i nie znalazła wlewu paliwa po prawej stronie. Obeszła samochód naokoło i jest... po lewej. I co ona zrobiła? No co? Podchodzi do auta czekającego za nią, w którym siedziałam jako pasażerka i pyta się kierowcy - mężczyzny, niestety, co ona ma uczynić? Zanim cała sytuacja się wydarzyła mój kierowca powiedział, iż czuje, że ta przed nami jakaś dziwna jest, na co się odezwałam (jako kobieta i jako posiadaczka prawa jazdy), że jest uprzedzony do naszej płci, jeśli chodzi o prowadzenie samochodu. 

Wracając do pytania L jak kierowcy Lebiegi,  mężczyzna - kierowca poradził jej aby wycofała samochód i zaparkowała z drugiej strony dystrybutora. Pani ładnie podziękowała i przeprosiła ze stwierdzeniem, iż ona się dopiero uczy??? No to gdzie wielkie L na dachu?! Wykrzyknęłam za nią ale tylko w duchu. Gdy jeszcze mężczyzna -  kierowca został poproszony o otwarcie tego wlewu, bo kluczyk, bo dziurka, bo nie mieści się...

Musiałam odwołać swój zarzut, gdyż tym razem wbrew obiegowym opiniom, intuicja nie zawiodła... mężczyzny. A tak na marginesie, myślę, że to wszystko przez ten upał... 

Komentarze (0)
Szuflandia...

Oto gazety wszem i wobec ogłosiły a i sam zainteresowany też, czyli rerujący trochę premier Donald Tusk, że nie będzie on kandydował na szefa komisji europejskiej. Ludzki pan... Zastał drogi niezbudowane a zostawi.... rorzgrzebane, gdy zakończy rządy miłości w 2015r. Może dotrzyma słowa, jest bardziej stabilny emocjonalnie niż jego zagorzały antagonista, i wytrwa  w misji pt.: Nie róbmy polityki...

Pan premier w przeciwieństwie do młodych polskich imigrantów, a i tych w średnim wieku też, śmiało może wyrazić swe zadowolenie - "A czy mi tu źle, mam swoją szufladę"... Lecz skoro myśli o posadzie w Brukseli, to ta jego szuflada przyciasna jakaś się robi, jakby nie ogarniał w niej bałaganu. Pytanie - czy musi? 

Patrząc z perspektywy indywidualnej szuflady liczy się tylko własny interes. Założenie jest słuszne i owszem, do momentu, gdy do niej zaczynają wrzucać cudze skarpetki, a to w postaci śmieci niesegregowanych, segregowanych,  umów śmieciówek, religii na maturze czy trasy zbudowanej tuż pod oknem w kuchni, bez kładki dla pieszych. 

Jak na razie nie grozi nam pospolite ruszenie; zamknięci we własnych szufladach z niechęcią i złością spogladamy na tych, którym nie podoba się wizja życia narzuconego przez ustawy, rozporządzenia, dyrektywy, wnioski i punkty lub co gorsza unię. Może to wynika ze strachu albo z obojętności? A może konformistom żyje się lepiej? 


 

 

 

Komentarze (1)
Wieża Babel...

 Niektórym twórcom kultury za wcześnie dane było odejść z tego świata; zdążyli wprawdzie napisać kilka świetnych tekstów, nagrać melodię miłą dla ucha, zaistnieć w świadomości odbiorców, a nawet liznąć sławy. Zbyt wczesne zakończenie życia (czasami na własne życzenie) to także przyczynek do powstania legendy (słynny klub 27). Przypominając zmarłych twórców, zwłaszcza tych od piosenek, chcę im podziękować za trafność, sedno i dogłębną analizę zjawisk, o których nie bali się śpiewać. I tak piosenkę Amy Winehouse - Rehab - dedykuję posłance Pawłowicz:

"They tried to make me go to rehab but I said 'no, no, no'
Yes I've been black but when I come back you'll know know know".

Słowa do piosenki Republiki - Biała flaga - jak ulał pasują do ministra Sławomira Nowaka:

"Co to za pan

Tak kulturalnie opowiada

Jak się stara ładnie siedzieć i wysławiać".

Pan minister rzekł w radiowej Trójce: "Życzyłbym sobie, żeby wszyscy parlamentarzyści byli tak gorliwi (w oświadczeniu majątkowym), jak ja."

Gdy Janusz Palikot "będzie mógł legalnie zapalić jointa, a policjanci będą mu dawali ognia", to nie zostaje nic innego (Januszowi) jak zanucić słowa z piosenki Marka Jackowskiego:

"Oprócz błękitnego nieba 

nic mi dzisiaj nie potrzeba."

Kiedyś ludzie podobno mówili jednym językiem, porozumienie ciał i dusz było wszechstronne, budowali swoją wieżę Babel z przekonaniem,, iż zgoda buduje a niezgoda... jest wytworem polityków różnych frakcji z odmienną wizją świata. Zaś każda frakcja ma swego przywódcę, boga niemal; jeden jest miłosierny i wciąż podśpiewuje:

"Miłość mi wszystko wybaczy..."

a drugi z marsową miną fałszuje nieco:

"A mury runą, runą runą

I pogrzebią stary świat!"

No i pogrzebali...

Pieter Brueghel Starszy Wieża Babel, 1563 (źródło Wikipedia)

 

 

 


 

Komentarze (0)
Have fun, be fan!...

"Always follow your dreams. Oh, and post them on Facebook."

Mark Zuckerberg

Gdzie bylibyśmy dzisiaj, gdyby nie fejsbuk? Nie mielibyśmy marzeń, inspiracji, przyjaciół, zabawy, ot takiego zwyczajnego szołrumu dla własnej satisfakszon. I dla tych, którym gęba zielenieje, iż nam się lepiej dzieje. O fejsbuku i innych portalach tzw. społecznościowych napisano wiele i będzie jeszcze więcej, już o to się postara sam założyciel oraz każdy z nas, dla którego ta forma jest nieodzownym elementem wizerunku. Nie jestem odosobnionym przypadkiem, konto mam, bez zdjęcia ja na razie i z minimum informacji, jak na razie, a ponieważ kariery nie zrobiłam , jak na razie, urodę odziedziczyłam po przodkach to i nie ma czym chwalić się. Ot, promować przeciętność, to dla takich Ann Much i innych Dod dobre jest, póki młode. Moją historię skromną z portalem zaczęłam, gdy jakaś firma x zorganizowała konkurs ale warunkiem było zostanie ich "fanem"na fejsie. No i zostałam, nagrody nie wygrałam ale nazwisko i imię zostawiłam na wieczne spoczywanie, jak dotąd. Historia żadna, pomyśli ktoś, i ja też tak mniemałam, póki portal nie zaczął wysyłać do mnie informacji, iż jakieś osoby chcą się zaprzyjaźnić? polubić? itp. Nie znałam ich i co najgorsze, nie chciałam poznać. Otóż, jak to zwykle bywa, moje nazwisko (popularne nie jest, zapewniam) oraz imię (powszechne raczej) nosi inna osoba, która na dodatek urodziła się  w tym samym miesiącu i roku co ja... Może stąd te wpisy i może nie odpowiadając na: "polub mnie!" obcych robię zły pijar bogu ducha winnej kobiecie! A skąd to wiem? Wiadomo, google wiedzą wszystko... 

Idąc tokiem myślenia założyciela Marka, podążajmy za swoimi marzeniami, czasami warto się uszczęśliwić ale niekoniecznie tego pana. Choć, z drugiej strony, gdy umrzemy zostanie po nas ślad, nie tylko na cmentarzu. Jakiś blog albo zdjęcie na portalu...

I pomyśleć, iż:

Once upon a time there was the world without... facebook.

 

Komentarze (0)
Money, money, money...

Humor żydowski:

- Więc chce się pan ożenić z moją córką?

- Tak.

- I powiada pan, że jest uczciwym człowiekiem?

- Tak.

- To w takim razie, z czego będziecie żyć?


Nie demonizując zjawiska i powtarzając za panią Marią Czubaszek, zgadam się ze stwierdzeniem, iż pieniądze są najważniejsze w życiu. Gdy usłyszałam, iż zabieg kosztuje dwa i pół tysiąca złotych w państwowej klinice, na państwowym sprzęcie, przy wsparciu anestezjologa wykształconego za czasów słusznie minionych, zgodziłam  się  w głębi ducha, że powinnam chociaż częściowo dofinansować służbę zdrowia, abym nie musiała żebrać o walkę o zdrowie szlachetne. Ale moje zasoby finansowe podobne są do tych  budżetowych  - wiecznie brakuje. Jakkolwiek państwo jest w  stanie zbierać haracz pod postacią różnych podatków, brać wielomiliardowe kredyty na spłatę bieżących emerytur a w ostateczności dodrukować nieco banknotu, tak ja mogę co najwyżej wziąć prace zlecone i w czasie wolnym od jednej roboty, czyli snu, dorobić nieco grosza. I tak cierpię na bezsenność...

Wspominając tegoroczną, długotrwającą zimę, zaprzeczającą teorii globalnego ocieplenia, wciąż nachodziła mnie taka oto myśl: Al Gore - oddaj nagrodę Nobla. Albo inna nurtująca sytuacja, gdy kryzys, brat ramzesa kwitnie a polscy urzędnicy jako jedyni chyba nie odczuwają jego skutków, odbierając premie, nagrody za ciężką pracę na rzecz - "by żyło się lepiej"... Nam... 

Szperając w internecie można znaleźć przypadki, gdy polityk wydaje się być porządnym człowiekiem i nawet dobrze gada ale w pojedynkę to brzmi jak głos wołającego na puszczy:

 http://www.youtube.com/watch?v=G45d9qzRefg

Posiłkując się literaturą, można znaleźć wiele przykładów opisujących zmagania ludzkie, gdy grosza nie starczało nawet na podstawowe porzeby a kapitalizm nigdy nie miał ludzkiej twarzy, tak jak dziś ma. Może dlatego, iż działo się to  w XX wieku?  William Maugham w powieści "W niewoli uczuć" daje upust swemu rozgoryczeniu:

"Nie ma nic bardziej poniżającego niż stała troska o środki do życia. Pieniądze to szósty zmysł, bez którgo nie można w pełni wykorzystać pozostałych pięciu."

Gdyby żył w XXI wieku zamiast o uczuciach napisałby bestseller o porno, pieniądze same by do niego lgnęły, stałby się celebrytą i miał konto na fejsbuku. I zamiast jego jednej twarzy poznalibyśmy co najmniej pięćdziesiąt:)

Pieniądze dają możliwości, zaś duże pieniądze jeszcze większe. Ludzie spełniają marzenia o domku  z ogródkiem, wczasach w Egipcie i pokazaniu środkowego palca upierdliwemu pracodawcy. Ale niektórzy są wybrańcami losu, jak pewna para młodych ludzi z Wielkiej Brytanii (mają po dwadzieścia kilka lat), którzy w zeszłym roku wygrali 45 milionów funtów i zamierzają zbudować dom...

źródło: The Guardian, Thursday 18 April 2013 13.36 BST

Mniemam, iż inspiracją dla nich były szklane domy z powieści Stefana Żeromskiego "Przedwiośnie":)

 

 

 

 

Komentarze (0)
Szczaw nad rozlewiskiem...

W Polsce mamy wielu eskpertów we wszystkich dziedzinach a przy okazji jakiegoś medialnego wydarzenia np. siwego dymu albo dlaczego zima trwa tak długo, stacje telewizyjne do swoich programów informacyjnych zapraszają gadające mądre głowy i one wówczas oświecają społeczeństwo, analizując, krytkując, perorując a na koniec wyciągając słuszny wniosek, iż coś z tym trzeba zrobić.

Jednakże ostatnimi czasy tak się złożyło, iż zaczęłam zwracać uwagę na inny rodzaj ekspertów, znawców wszelkiej tematyki, czyli celebrytów- aktorów,  aktorów i aktorki - wykształconych w odpowiednich szkołach oraz aktorów - amatorów, innymi słowy odtwórców różnych postaci w rozmaitych szołach, serialach, programach kulinarnych, etc.

Zadziwiające jest to, jak zdolni to ludzie są, jakby inny gatunek człowieka jawił się na ekranie telewizora, w felietonie na łamach poczytnego tygodnika lub co gorsza jako znawca rachunku ekonomicznego w reklamie banku, na przykład.

Aktor ma gębę, która się podoba lub nie; jak słupek oglądalności rośnie, to reklamodawca leci do niego niczym mucha do lepu, płaci za gębę wielkie pieniądze, z których będzie miał jeszcze więcej pieniędzy. Nakład zwraca się wielokrotnie, bo widzowie i widzki kupują produkt, o którym nawet nie mają pojęcia. Lubią gębę to kupią i już.

Przyjrzałam się wypowiedziom trzech aktorek, które reklamują kosmetyki, i nie chodzi o to, co one mówią bądź pod czym  podpisują się w reklamie tylko w jaki sposób wypowiedziały się na temat samych siebie, niech będzie prywatnie. I tak  - pani Joanna Brodzik rzekła na łamach poczytnego magazynu dla kobiet: "Nie jestem ani najjędrniejsza, ani najgładsza. Mam 40 lat." No i tyle zostało  z walki z siedmioma oznakami starzenia się skóry...

Pani Danuta Stenka, aktorka świetna i fajna babka, również miała odwagę wyznać, również na łamach luksusowego miesięcznika, iż "Nie będzie robiła z siebie trzydziestolatki". Ale po dwóch tygodniach... Jak zapewnia producent reklamowanego przez nią kremu...

Zaś pani Małgorzata Braunek oświadczyła: "Botoks? To nie dla mnie!" I wcale nie dziwię się  kobiecie, patrząc na sztywne rysy wielu jej koleżanek, można mieć na botoks... alergię.

Ze znanych aktorów wspomnę jednego, który sympatyczny i uzdolniony jest i nie raz pokazał lwi pazur na scenie,  ale przechodzi kryzys, gdyż "nie otrzymuje propozycji" i pożalił się w jednej z gazet, że "ma olbrzymi dorobek" ale go nie obsadzają. Bywa i tak...

Ale głód mu nie grozi, bo w Polsce na tej zielonej wyspie, takie zjawisko nie istnieje. To potwierdził ekspert od rzeczy wszelakich a przede wszyskim od motylków, a teraz również od śliwek i szczawiu. Najzdrowszy jest nad rozlewiskiem:)

I na koniec coś pozytywnego:)

Zima znowu zaskoczyła drogowców!

Tym razem... belgijskich:) na autostradzie w marcu 2013:)

Komentarze (0)
Bardziej...

"Lubię rozmawiać z Królikiem, bo Królik mówi wyraźnie o rzeczach wyraźnych..."
A.A. Milne "Kubuś Puchatek"

Smutna twarz kobiety - dziecka wyziera ze zdjęć, zrobionych aparatem cyfrowym, obrobionych w fotoszopie aby kolor się zgadzał, twarz wydała jeszcze bledsza a  zmarszczek nie było widać. Nic nadzwyczajnego w kadrze się nie dzieje, szarobure ubranie, którym otula swe drobne ramiona, rozklatkowane na części pierwsze aby poszczególne elementy tzw. kreacji, były bardziej widoczne, czyli kozaki ze skóry ekologicznej, barchanowy sweter z drugiej ręki  i czapeczka z poświątecznej "sale"na głowie. Długie, proste włosy niczym u wodnika szuwarka spływają kosmykami na ramionach. A wszystko to okraszone jakże wymownym komentarzem w języku polskim (choć nagłówek, ambitnie, po angielsku):

"Są rzeczy, na które po prostu warto czekać. I choć musiałam czekać prawie cały miesiąc, aż... torba trafi w moje ręce..."

Serfując po internecie można znaleźć wiele podobnych przykładów tego, czego pragną kobiety, mężczyźni, Kubusie Puchatki i cała reszta ludzkości.  Pragnienie posiadania torebki, flakonu perfum, samochodu aresztowanego byłego właściciela bursztynowego parabanku czy rządu dusz, napędza internetowy rynek i sprawia, że jedni zarabiają, drudzy podziwiają a jeszcze inni "hejtują" bądź "lajkują" blogi, zdjęcia, wpisy, opinie itp. Jesteśmy towarem, wszystko jest na sprzedaż, a kto tego jeszcze nie poniał, pochodzi z Marsa lub z innej planety, o której jeszcze mało wiemy, ale kto wie, co pokaże przyszłość.

Zastanawiające jest to, że przekaz, który idzie w sieci jest spłycony do granic możliwości, tak jakby internautom brakowało jakiejś tam klepki, i wszytko, co tam wchodzi przyjmowali na słowo honoru. Wiem, że tak nie jest (ale ja z tych naiwnych raczej jestem) i wierzę, że czasami informacja przechodzi przez jakoweś sito, że jest istotna i daje komuś do myślenia.

Mimo to, wciąż zadziwia mnie, że popularność wpisu na blogu nie jest zależna od tego, co jest napisane tylko, kto to pisze, nawet jeśli ta osoba niczym szczególnym się nie wyróżnia, poza tym, że jest małżonką mało znaczącego polityka.

Zadziwia mnie również to, że będąc miłośniczką słowa pisanego, czyli literatury, napotykam na bestsellery, które na to nie zasługują albo może i zasługują ale tłumaczenie na język rodzimy sprawia, że zadziwia mnie ich poziom tłumaczenia:

"Jestem niemal pewna, że kocham Bena bardziej. Wiem, że kocha mnie bardzo. Mimo to myślę, że ja kocham go bardziej. Nie można zmierzyć miłości, jednak zawsze ktoś kocha bardziej."

Mimo, iż lubię literaturę bardzo, wolałabym aby tłumaczenia obecne były bardziej... bardziej. I żeby reszta ważnych rzeczy była bardziej... bardziej.

Bardziej nie da się już tego ująć.

 

 

 

 

 

Komentarze (0)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 |
Najnowsze wpisy
2013-12-09 10:35 Polska Razem jest najważniejsza
2013-09-23 12:40 Jeśli nie chcesz mojej zguby
2013-09-05 17:37 Mówią, jak jest
2013-09-02 19:49 Bóg na wyłączność
2013-08-29 12:35 Hava nagila!