iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Majtki Calvina Klein'a...

Od pewnego, dłuższego zresztą czasu, czytam, właściwie przeglądam wywiady z aktorkami polskimi w pewnym luksusowym magazynie dla kobiet. I zauważyłam takową tendencję, iż na zdjęciach panie te są zazwyczaj w majtkach, czy to w spodenkomajtkach, czy koronkowych gaciach od najlepszych projektantów zapewne. Nie mam nic przeciwko goliźnie, wszak polki należą do najpiękniejszych kobiet w świecie, ale w wywiadach panie te silą się na wielce ambitne i zapracowane aktorki, które właśnie mają swoje pięć minut a tu na zdjęciu prawie jak z playboja wyjęte. I w dodatku przerobione (ciała) przez fotoshopa, że to niby celulitisu nie mają tudzież zmarszczek mimicznych. Redakcja czasopisma też jakby nie widzi problemu, bo póki gazeta się sprzedaje to jest okej, gorzej gdy czytelnictwo spada, to należy się zmobilizować i dodać cudowny prezent w postaci wspaniałej, wyprodukowanej w Chinach torby, o której marzy każda czytelniczka.

Miało być o majtkach i o ambicjach. Dawno temu, w czasach big brothera, gdzie jedni ludzie siedzieli w klatkach a reszta, ogromna rzesza ich oglądała, karierę zaczynała pewna dziennikarka. I tak coś tam powiedziała, tu się zaśmiała, tam pomachała, a że program był naprawdę popularny, ona stała się sławna przy okazji. I jak to w życiu telewizyjnym bywa, za częstym byciem na  ekranie idą inne, ciekawe propozycje. Kierownictwo magazynu dla panów złożyło jej propozycję sesji rozbieranej, takie artystyczne zdjęcia, jak to zwykle nazywają.

I ona biedactwo mając dylemat, posżła do prezesa, zapytując się, czy przypadkiem taka sesja nie zaszkodzi w jej ambicjach zostania poważną dziennikarką? Nie wiem, co odpowiedział prezes, ale pani została ambitną dziennikarką i nie tylko. Nagość nie powinna być niczym nadzwyczajnym, w końcu przez tyle lat przyzwyczailiśmy się, że większość pań z ambicjami nie odmawia udziału w sesjach rozbieranych, bo to i spora gotówka jest i... spora gotówka jest. Zawsze może się przydać na jakąś wyprawę w Himalaje, na przykład.

To, że nagość się sprzedaje najlepiej, wiadomo nie od dziś. To nie jest wymysł polskiego przemysłu rozrywkowego, tylko wzorzec wzięty z zachodniej kultury, w tym amerykańskiej. Tylko po licho mam oglądać aktorkę w majtkach w magazynie dla kobiet? Widzę zdjęcia i już nie czytam wywiadu, bo tam pytania jak na pudelku. Gdy czytam wywiad z panem Nowickim albo Gajosem, to wiem, że mają coś do powiedzenia. A tu tylko -  czy czujesz się symbolem seksu, czy wyjdziesz za mąż albo jaką dietę właśnie przechodzisz. A te ambitne aktorki myśląc, że jak czasopismo ma w nazwie "luksus", to lepiej je potraktuje niż brukowiec. I owszem, zdjęcia są bardziej dopracowane.

Kilka lat temu Janusz Głowacki w swojej małej powieści "Ostatni cieć" w alegoryczny sposób opisał zidiocienie świata a majtki stały się towarem najbardziej pożądanym na całym świecie. To symbol dobrobytu, pieniędzy i sławy.

Wielkie bilbordy reklamowe z majtakmi zdobią wieżowce Nowego Yorku do dziś a ich projektant (majtek, nie bilbordów) opływa w luksusie. Zdjęcie w majtkach jest przepustką do sławy i pieniędzy a bez...

Komentarze (0)
Być czy mieć...

 Być czy mieć? - czasami to drugie decyduje o pierwszym, bo jeśli masz dużo, markowo, drogo, to jesteś zaradna, obrotna, pracowita i to najważniejsze, ogólnie używane dziś słowo - trendy. Czy nie jest tak, że wciąż chcemy więcej i więcej i na potwierdzenie tego, kupujemy kolejną parę butów, kolejne perfumy, kolejną torebkę. Jedni mówią - zakupy to nic złego, poprawiają nastrój, gdy dopada nas chandra, będziemy się lepiej czuć, gdy skropimy się nowymi perfumami, wzbudzimy zachwyt a nawet zazdrość, gdy w pracy pojawimy się w nowej sukience.

         Czasopisma dla kobiet na całym świecie przesycone są  reklamami zachęcającymi do kupowania kremów, perfum, biżuterii, bielizny. Reklamy są piękne, błyszczące, kolorowe a modelki jakby nie z tego świata - wyidealizowane do granic możliwości, młode i szczupłe, bez cienia zmarszczek. Sprawiają wrażenie, że świat jest idealny, nie ma w nim trosk i zmartwień a istnieje jedynie luksus, bogactwo i sukces.
         Powszechny kult młodości - oto co napędza dziś koncerny kosmetyczne.  Hasła reklamowe konstruowane są bez żadnych zahamowń  wbrew zdrowemu rozsądkowi : "Pozwól zmarszczkom zniknąć już po dwóch godzinach", "Widocznie młodsza skóra w dzień",  "10 lat mniej w 12 tygodni". Czy kobieta jest w stanie oprzeć się tej pokusie, gdy jednocześnie nie ma wpływu na starzenie się i pozostaje jej tylko pogodzenie się z biegiem życia i szukanie innych walorów egzystencji. Trudno nie zabiegać o młodszy wygląd, piękniejszą twarz czy gładką szyję, gdy co druga strona czasopism to reklama na ulepszenie wyglądu a my kobiety kupujemy to jak coś oczywistego, bo chcemy wierzyć, że to wydłuży nam młodość.
           Wydawcy czasopism tłumaczą, że chcą uczynić życie kobiet piękniejszym, że dzięki nim kobiety stają się pewniejsze siebie, że przewartościowują swoje życie. Tylko ten wyścig z czasem, na przekór biologii, naturze i bardzo często zdrowemu rozsądkowi i to, że te reklamy kierowane są głównie do kobiet. Świadczy to o tym, że w świecie wciąż zdominowanym przez mężczyzn, uroda kobiety i jej młodość to jej największe zalety.
           Reklamy wystosowane do kobiet mają na uwadze jej urodę nie intelekt, wielkość piersi (najlepiej gdyby były duże i jędrne) ściga się z długością nóg (nie ważne, że krzywe jak u Kate Moss - liczy się dłuuugość) a twarz lolitki reklamującej krem przeciwzmarszczkowy to prawie standard. I na te reklamy patrzy przeciętnej urody kobieta, ze średnim wzrostem 165cm, zarabiająca w Polsce najczęściej poniżej średniej krajowej.
         A od czego jest siła marzeń? - zapytałby ktoś. Właśnie, większość tych "gadżetów" zostanie tylko i wyłącznie w sferze marzeń.
Komentarze (0)
Patrz, płać i nie płacz...

 

Co jest złego w reklamie? To, że jest albo że jej nie ma.
Bez niej nie ma handlu, firmy, sprzedaży.
Bo liczy się sprzedaż a sprzedaż to pieniądze a pieniądze to inwestycje, więcej reklamy i więcej sprzedaży.
Chcę zarabiać, więc muszę się reklamować. Bez reklamy firma nie istnieje. Chyba że uruchomimy pocztę pantoflową ale wtedy rozwój firmy będzie trwał do końca świata albo i dłużej. Zatem wybieramy reklamę w prasie, telewizji, na ulicy. Płacimy i czekamy na efekt.
 
Prasa tzw. kobieca i reklamy w niej skierowane do kobiet. A więc mamy kosmetyki, najczęściej przeciw zmarszczkom, gdyż kult młodości w społeczeństwie kwitnie. Już trzynastolatki powinny ich używać aby w wieku lat dwudziestu nie musieć robić liftingu. I tak dla kobiet po trzydziestce kremy reklamuje piętnastolatka a dla pań po czterdziestce – dwudziestolatka. Wyjątkiem jest Jane Fonda, która utrzymuje figurę dzięki swoim kasetom z aerobikiem i wielu operacjom plastycznym, twierdząc, że nie wstydzi się swego wieku ale tylko w Europie. W Stanach byłoby nie do pomyślenia aby starsza pani reklamowała krem dla emerytek.
 
Co lubią kobiety oprócz kosmetyków? Ciuchy, ciuchy, ciuchy.
A ponieważ idzie wiosna a za nią szybciutko lato, sukienek, bucików tudzież pasków jest ci dostatek. Jest w czym wybierać, szczególnie jeśli idzie o ceny. Ja wybrałam sukienkę za osiemdziesiąt złotych od szwedzkiej marki, bo wydałam na buty i pasek tyle, że na droższą nie było mnie już stać. A to dlatego, że reklama sukienki była wcześniej od reklamy bucików i paska. Ponieważ bardziej kocham buty, wolałam więcej przeznaczyć na nie pieniędzy. Na reklamie były śliczne w wiosennym zielonym kolorze pantofelki od jednego tysiąca złotych do nieskończoności, więc aby starczyło mi na torebkę za dwa tysiące sześćset złotych, kupiłam te najtańsze, bo jeszcze pasek za osiemset pięćdziesiąt złotych musiał znaleźć się w wiosennej wyprawce. I tak podliczając, dzięki reklamie wydałam (nie musicie liczyć, wyręczę was) cztery tysiące pięćset trzydzieści złotych. Z kremów zrezygnowałam, gdyż mam jeszcze w zapasie z zeszłego roku, podobnie jak perfumy. Choć te ostatnie nie często zmieniam, bo mam swoje ulubione jakieś trzy zapachy i stosuję je zamiennie. Po co to piszę? A no po to, że kupując miesięcznik dla kobiet, wertuję kartki celem znalezienia jakiegoś interesującego artykułu. I tak lekko licząc, aby dostać się do strony z tekstem, przebrnęłam przez dwadzieścia stron (zaczynając od okładki) kartek, między innym z bucikami i kremami, a ponieważ były piękne, kolorowe i takie zachęcające, pomyślałam: why not? Dotarłam też do reklamy samochodu, którego nota bene potrzebuję, spojrzałam na zdjęcie, ale nie, za bardzo kojarzy się z raperohiphop – chłopcami. Mimo najlepszych chęci reklamodawcy - samochód nie przypadł mi do gustu.
 
Lubię kobiece magazyny, bo pomiędzy artykułem o raku i recenzją ambitnej literatury, wciśnięta jest reklama o wyszczuplaniu ud i ujędrnianiu piersi, zaś na stronie z wywiadem z niezależną, silną, odnoszącą sukcesy: a) aktorką, b)piosenkarką, c) bizneswoman (niepotrzebne skreślić), jest też reklama ambitnego, lepszego, silniejszego auta, którego nazwa jest bardzo żeńska i kończy się na –a. Jeszcze tylko reklama tabletek na piękne włosy pomiędzy felietonem zapomnianego poety a listem od zachwyconej czasopismem czytelniczki/ czytelnika (mamy równouprawnienie) i już dotarłam do krzyżówki, gdzie haslo nalezy wyslac bez polskich znakow esemesem po numer...
 
Cdn.
Komentarze (0)
Najnowsze wpisy
2013-12-09 10:35 Polska Razem jest najważniejsza
2013-09-23 12:40 Jeśli nie chcesz mojej zguby
2013-09-05 17:37 Mówią, jak jest
2013-09-02 19:49 Bóg na wyłączność
2013-08-29 12:35 Hava nagila!